Książka Paradoks. Artur Urbanowicz. Thriller science-fiction z Wydawnictwa Vesper.

Fani szeroko pojętej fantastyki i literatury grozy mają zapewne w kalendarzach zaznaczony 16 września w czerwonym kółeczku. Ja jako bloger książkowy owszem. Tego dnia bowiem premierę ma Paradoks – nowiutka, szumnie zapowiadana książka Artura Urbanowicza.

I choć młody autor zdążył zdobyć zarówno potężne grono fanów (moim zdaniem słusznie), jak i całkiem sporo antyfanów (w sumie też słusznie), nie sposób nie przyznać, że miejsca na listach bestsellerów uczciwie sobie wywalczył. Grozie w wykonaniu Pana Artura nie można odmówić fajnych pomysłów, dobrego tempa ani doskonałego, uniwersalnie przyswajalnego pióra.

Tym samym ja na Paradoks Artura Urbanowicza czekałem z dużym zainteresowaniem. Nawet jeśli ostatecznie książka nie zmieni mojego życia, to byłem pewien, że zapewni przynajmniej kilka godzin dobrej rozrywki. Dodatkowym wabikiem miała tu jednak być pewna zmiana gatunkowa. Paradoks przedstawiany jest bowiem jako thriller psychologiczny z elementami horroru i science-fiction. Co ostatecznie z tego wyszło?

Paradoks | Artur Urbanowicz | Wydawnictwo Vesper

Maks Okrągły to student matematyki z wybitnymi osiągnięciami. Jego wyniki to nie tylko zasługa ciężkiej pracy czy talentu, ale również chorobliwego perfekcjonizmu. Maks od lat ponosi konsekwencje takiego życia – jego osobowość zdaje się przytłaczać zarówno ostatnich przyjaciół, jacy mu zostali, jak i ojca. Za każdą pomyłkę i niedociągnięcie Maks sam wymierza sobie kary, między innymi cielesne. Pokłosiem tego wszystkiego zdaje się być moment, w którym bohater zdaje sobie sprawę, że jest śledzony przez własnego sobowtóra. Sobowtóra, który zdaje się być od niego lepszy w każdej dziedzinie życia…

Jak sądzisz? Czy jesteś najlepszą wersją samego siebie? Najlepszą, na jaką cię stać…?

Efekt dwie twarze. Paradoks Artur Urbanowicz. Książka thriller,

Jak widzicie, Paradoks zapowiadał się na co najmniej intrygujący dreszczowiec. Już po przeczytaniu opisu pojawiły się w mojej głowie pytania na które chciałbym znaleźć odpowiedzi. W trakcie lektury tych pytań pojawiło się znacznie więcej.

Czy więcej znaczy lepiej?

Zacznę może od tego, że Paradoks Artura Urbanowicza powinien zadowolić fanów prozy autora. Mnie w gruncie rzeczy też zadowolił, ale pozwolę sobie później coś wytknąć. Niemniej, to jest powieść świetnie skrojona, stopniowo odkrywająca kolejne karty i przy tym obfitująca w zwroty akcji. Przy tym jest napisana naprawdę fajnym, lekkim piórem, za które tak cenię Urbanowicza. Jak już ją otwierałem, to zamykałem dopiero po kilkudziesięciu stronach – trudno się od niej oderwać.

Tym samym muszę przyznać, że Artur Urbanowicz odnalazł się w nieco innej szufladce równie dobrze, jak w horrorze. To jest pełnoprawny thriller w którym nawet udaje się uniknąć pewnych klisz gatunkowych. Za przykład może posłużyć policja. Zazwyczaj w takich niesamowitych historiach gliniarze raczej nie mają ochoty słuchać wyjaśnień bohatera, który jest zmuszony działać na własną rękę. Tutaj działania policji wypadają bardziej przekonująco i długo funkcjonują jako przyjaciel w nierównej walce.

Podobnie jak w Gałęzistym, również Paradoks ma na pierwszym planie niezbyt sympatycznego dupka. Myślałem, że ostatecznie również będą to wytykał przy recenzji, ale autor odrobił lekcje. Tym razem mamy do czynienia z protagonistą w którym rzeczywiście zachodzi jakaś przemiana. Ma też sensowny background fabularny, więc jako czytelnik byłem w stanie go zrozumieć, jak i trzymać za niego kciuki. Brawo, Panie Arturze – tak się robi postać.

Michał Laranc i ilustracje do książki Paradoks.

Paradoks jako horror SF

Mimo tej przyswajalności, Paradoks Artura Urbanowicza jest książką bardzo złożoną. To jej zaleta i zarazem wada. Te blisko 600 stron to bowiem nie tylko zawiła intryga i fajnie rozpisani bohaterowie. To też różne rozwiązania gatunkowe – i z tym bywa różnie.

Paradoks to przede wszystkim thriller i pod tym względem trudno się tej książki przyczepić. Jeśli chodzi o wątek science-fiction, jest on ledwie liźnięty przez jakieś 70% lektury i mocno rośnie w siłę później.

Nie mogę Wam zbyt wiele zdradzać, ale w gruncie rzeczy też nie wypada to źle. Są tu wplecione ciekawe teorie naukowe, całość zapodana w sensowny i przystępnym sposób, dodatkowo usprawiedliwia to obecność owego sobowtóra.

Licho natomiast wypada horror. Tu również nie chcę zbyt wiele zdradzać, natomiast te fragmenty wydają się wplecione na siłę, jakby po prostu chciano tę książkę sprzedawać jako grozę. Kiedy jedne elementy fantastyczne próbuje się tu wyjaśnić teoriami naukowymi, za chwilę pojawiają się te grozowe, które nie mają prawa bytu – po prostu mamy je zaakceptować. Dodatkowo są na tyle nieistotne, że książka po niewielkich zmianach świetnie funkcjonowałaby bez nich. O krok za daleko.

Druga i tak naprawdę ostatnia rzecz, która mnie mierziła, to dialogi. Kojarzycie te luźne, niekiedy nerdowskie, gadki filmowych licealistów, które są po prostu wizualizacją wyobrażeń o współczesnych nastolatkach w wykonaniu dużo starszych scenarzystów? No to trochę tak wypadają tu studenci.

Empirycznie, paradoksalnie i par excellence

Paradoks Artura Urbanowicza został wydany po prostu obłędnie. Ilustracje Michała Loranca, którego styl nie do końca przekonał mnie w Gałęzistym, tutaj wypadają o wiele ciekawiej, mają jakiś taki odrealniony sznyt. Okładka twarda i czerwoniutka, nie sposób się jej oprzeć. Wspaniała robota, nawet jak na standardy Wydawnictwa Vesper.

Podsumowując, jest się tu czego czepiać, ale powieść mimo wszystko dostarcza wysokiej jakości rozrywki, a nawet ciekawych przemyśleń natury egzystencjalnej. Myślę, że pokazuje też pewien progres Artura Urbanowicza jako autora – przynajmniej w porównaniu z Gałęzistym. Warto.

Więcej książkowych fotek na moim bookstagramie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *