Na moim blogu piwnym poświęcałem od czasu do czasu wpis miodom pitnym i z satysfakcją obserwowałem, jak powolutku zmienia się ten rynek. Podobnie jak branża piwna, zmierza to w kierunku świeżych rozwiązań, eksperymentów i zabawy tym wspaniałym trunkiem. Trend podłapali już ci najwięksi (i chwała im za to), dziś jednak przyjrzę się zyskującej coraz więcej w moich oczach miodosytni Imbiorowicz i Żądłu z beczki .

Single Honey Barrel Aged Meaddojrzewający w dębowych beczkach trójniak (13,5% alkoholu) na jednym rodzaju miodu, w tym przypadku gryczanego. Przyznam, że nowe to dla mnie doświadczenie. Do tej pory chyba nie miałem przyjemności pić miodku wyłącznie na gryce, ani też miodku barrel aged . Jak słusznie naprostował mnie na fejsbuniu Michał (Kolejny blog o piwie), są już w tym kraju miodosytnie, które się w beczki bawią, ale będę szczery — co mi po tym, skoro skala jest minimalna i produkt dla mnie niedostępny?

Trzeba więc siły przebicia, a Imbiorowicz ją ma. Bezpośredni konkurenci pewnie już poczuli pot na plecach, tym bardziej że w podobnym czasie pojawiło się Tango z mango, czyli kolejny ciekawy pomysł na trójniaka. Na plus już w tym momencie zaliczam te piękne opakowania w postaci fikuśnych, półlitrowych butelek z firmowym korkiem i świeżymi, nowoczesnymi i zgrabnie wykonanymi etykietami.

Wielkopolanie trzymają rękę na pulsie, a konkurencję za mordę.

 

Żądło z beczki — trójniak na miodzie gryczanym leżakowany w beczkach dębowych

Trójniak jest jasny, takie górne rejony barwy złocistej, a ponadto minimalnie, równomiernie zamglony. Po zamerdaniu szkłem na ściankach da się zauważyć tzw. nogi.

Nawet miody pitne bez dodatków same w sobie często pod względem aromatu i smaku idą w jakieś owoce, natomiast tu pod tym względem jest inaczej. Żądło pachnie intensywnie, ale przy tym bardzo szlachetnie, jednolicie, a poszczególne składowe współgrają jak orkiestra z wieloletnim doświadczeniem. Jest miodowa słodycz, jest przyjemna nutka gryki, ale najbardziej rzuciła mi się tu na nozdrza wanilia. Dotychczas wpływ beczki znałem przede wszystkim z piw barrel aged i też nie przypominam sobie, żeby ktoś korzystał z beczek czystych , natomiast tutaj czuć różnicę. Wanilia jest lżejsza i, hmm… czystsza. Z czasem jednak nasuwa mi się tu na nos jeszcze subtelna, korzenna przyprawowość i migdały — to ostatnie akurat może być już cechą samego miodu pitnego. Bukiet jest fantastyczny, bez krzty wyczuwalnego alkoholu.

Ja nie mam w zwyczaju narzekać na ułożenie tych lżejszych miodów pitnych, bo i uważam, że nawet najpopularniejsze marki raczej nie wchodzą na rynek wybitnie nieułożone. Pijąc Żądło z beczki jednak czuję, za co zapłaciłem. To jest tak delikatne, tak eleganckie i subtelne doświadczenie, że trunek niemal pieści podniebienie i nieśmiało łaskocze język.

Jest miodowa, ale i nieprzytłaczająca słodyczka — czuć pod tym względem, że to tylko trójniak. Chociaż chodzi tu za mną nieśmiało ta gryka, to nie wprowadziła tu charakterystycznej ostrości, tudzież została ona wygładzona przez dębową beczkę. Smak łączy w sobie przede wszystkim wanilię, nutki kwiatowe, może nawet owocowe, i takie świeże, wilgotne jeszcze migdały. Posmak jest jednocześnie długi i subtelny, elegancki — znikają tu kwiatki i owoce, a pojawiają się beczkowe taniny.

 

Zalążek miodowej rewolucji?

No cóż, jest to rarytas. Jak ktoś twierdzi, że trójniaki wrażenia nie robią, to polecam podwójnie. Jestem szalenie ciekaw, jak smakowałby taki miodek leżakowany np. w moich ukochanych, niezawodnych beczkach po burbonie. Myślę, że z tego miejsca już nie tak daleka droga, by zobaczyć takie coś w wykonaniu rodzimej miodosytni.

Imbiorowicz — robicie to dobrze i róbcie to dalej. Cały czas do przodu. A czytelników oczywiście zachęcam do przebadania świata miodów pitnych, jeśli jeszcze nie mieliście okazji.

 

Psst…

Ej, chcesz być na bieżąco z kolejnymi wpisami? Przypominam, że znajdziesz mnie na facebookuinstagramie i twitterze. Zapraszam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *