Recenzja książki Winda. Tomasz Sablik i Wydawnictwo Vesper. Blog książkowy Mój Kajecik.

Czego by nie wydali ludzie z Wydawnictwa Vesper, już wydają się zwycięzcami sezonu jesień-zima. Ostatnie trzy książki polskich autorów zbierają doskonałe recenzje na blogach książkowych, a bookstagramerzy już widzą je w swoich topkach na podsumowaniu roku. To jednak nie koniec polskiej literatury grozy na ten rok. Oto bowiem zjechała do nas Winda Tomasza Sablika.

Dokąd zabierze czytelnika? Czy dobra passa zostanie podtrzymana?

Winda | Tomasz Sablik | Wydawnictwo Vesper

Robert Rot to szczęśliwy mąż i ojciec. Ma jednak za sobą trudne chwile, które wciąż nie dają mu spokoju. Choć wybaczył żonie zdradę, nadal nie odbudował pełni zaufania. Na domiar złego, pojawiają się problemy zdrowotne w postaci silnych migren. Nadmiar wydarzeń sprawia, że taksówkarz zdaje się tracić kontakt z rzeczywistością. Zasypia w losowych momentach, a dziwne i przerażające wizje coraz bardziej zlewają się z prawdą. Co tak naprawdę dolega Robertowi? Skąd te nagłe zmiany w jego życiu? Jaką rolę ma w tym wszystkim tytułowa winda?

Książka Tomasza Sablika to swoisty mindfuck; powieść balansująca między jawą a chorym snem. W pewnym momencie czytelnik zdaje sobie sprawę, że ta winda już dawno się urwała, a jej pasażerów czeka wyjątkowo twarde lądowanie.

Książka Winda. Nowy horror Tomasza Sablika.

Winda do piekła

Muszę przyznać, że Winda pozytywnie mnie zaskoczyła. W ostatnim czasie często piszę to po lekturze tych polskich książek z Wydawnictwa Vesper, ale cóż robić – komuś tam wyraźnie zależało, by trzymały wysoki poziom. Nie inaczej jest w tym przypadku i również jest to książka stojąca na własnych nogach, różniąca się zdecydowanie od pozostałych z tegorocznej serii.

Winda Tomasza Sablika łączy w sobie gęsty jak galareta thriller psychologiczny i elementy horroru. Przez większość lektury przyjdzie Wam tu śledzić losy wspomnianego Roberta, jednak z czasem autor wprowadza drugiego bohatera. Młody Samuel ma tu nie tylko istotną rolę w zagmatwanej historii, ale fragmenty z jego udziałem będą też dawały chwilę oddechu, gdy u Roberta zrobi się zbyt dziwnie.

Bardzo podobało mi się, jak zgrabnie Tomasz Sablik tworzy atmosferę niepewności i zagubienia. Winda przywodzi mi na myśl uznane dzieła filmowe: Harry Angel, Dziewiątą sesję, a przede wszystkim chyba Drabinę Jakubową. Autor bawi się czytelnikiem i odwraca uwagę od istotnych elementów, by ostatecznie nadać tej historii innego, znacznie bardziej gorzkiego wydźwięku.

Gdyby Stephen King pisał z Davidem Lynchem…

To oczywiście bardzo niezobowiązujące porównanie, ale te nazwiska też przychodziły mi do głowy w trakcie lektury. Zgrabne i lekkie pióro, worek pomysłów, a do tego niewymuszony, surrealistyczny sznyt. Tak bym określił prozę Tomasza Sablika po lekturze Windy. Bez wątpienia mamy tu do czynienia z kolejnym już dobrze rokującym polskim autorem grozy, którego książki będziemy mogli kupować w ciemno i domagać się kolejnych.

Czy natomiast Winda jest w jakikolwiek sposób odkrywcza? To jest kawał literatury, rozrywki na bardzo dobrym poziomie, ale – podobnie jak w przypadku Chodź za mną – raczej stworzonej na sprawdzonym szkielecie. Sam finał historii, choć wbijający w fotel, wydaje się jednocześnie niemal hołdem dla klasyki. Jeśli jednak chodzi o zdobywanie uwagi czytelnika, budowanie napięcia, historii i postaci, Tomasz Sablik odrobił zadanie na piątkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *