Zbiór opowiadań weird fiction. Sny umarłych 2020. Wydawnictwo Phantom Books Horror.

Dawno nie było nowości, a trafiła mi się książka – co by nie mówić – wyjątkowa. Sny umarłych 2020 to antologia polskich opowiadań weird fiction. Tegoroczna, trzecia już edycja, jest jednocześnie pierwszą, której poświęcono aż dwa tomy.

Na dwójkę przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać, ale ja, świeżo po nadrobieniu edycji 2018, mogę Wam już co nieco napisać o pierwszej z tegorocznych odsłon. Przy okazji postarajmy się wyciągnąć jakieś wnioski: czy kierunek jest dobry i czy aby pójście w ilość nie będzie się wiązało ze spadkiem ogólnej jakości opowiadań? Jakości, która już drzewiej, pomijając kilka perełek, była raczej przyzwoita niż powalająca.

SNY UMARŁYCH 2020. Tom 1 | Phantom Books Horror

Może po kolei. Czym są Sny umarłych? To wyjątkowa antologia, zbiór opowiadań różnych autorów, które łączyć ma wyjątkowy klimat weird fiction. Celowo używam słowa klimat, a nie gatunek, bo wydawca – Phantom Books Horror – zdaje się podkreślać, że weird może swobodnie przenikać różne gatunki. Tym samym Sny umarłych to zbiory nie tylko grozy, ale też science fiction, surrealizmu czy nawet kryminału.

Podobnie jak w poprzednich odsłonach, tak i tu znajdziecie autorów bardziej i mniej znanych, niekiedy wręcz debiutujących. Tom 1 zawiera opowiadania m.in. Krzysztofa Matkowskiego, Wiktora Orłowskiego, Mateusza Kopacza i Pawła Matei. Pełna lista na stronie wydawcy.

Antologia Sny umarłych 2020. Zbiór opowiadań weird fiction.

I choć ja z tym przenikaniem właściwie się zgadzam, to po odsłonie 2018 sugerowałem jednak delikatne ujednolicenie całości. Dwie powieści w różnych gatunkach, ale z podobnym klimatem, to jednak co innego niż 20 opowiadań, które więcej dzieli niż łączy. U mnie przynajmniej utrudniało to odbiór.

Jak więc prezentują się pod tym względem Sny umarłych 2020?

Sny umarłych, czyli zbiór grozy, weird fiction… i nie tylko

Nie chcę Was trzymać w niepewności i sztucznie budować napięcia, więc odpowiadam – moim zdaniem widać tu delikatną zmianę kierunku, w moim odczuciu in plus. Tegoroczna antologia (przynajmniej tom 1) sprawia wrażenie bardziej spójnej, jednocześnie nie przycinając młodym autorom skrzydeł. Znajdziecie tu bowiem opowiadania nie tylko ambitne, ale niekiedy wręcz eksperymentalne.

Jak to bywa w takich przypadkach, niektóre okazywały się też ciężkostrawne (co nie znaczy, że kiepskie całościowo, bo takich moim zdaniem nie ma w zbiorze), ale zacznijmy może od wielkich wygranych.

Dziennik Philipa Derckheta autorstwa Tomasza Graczykowskiego to szalenie intrygująca opowieść o mężczyźnie uwięzionym w dziwacznej budowli gdzieś w głębi lasu. Choć nie można odmówić tej historii klimatu, autor przyciąga tu przede wszystkim historią i aurą tajemniczości, którą chciałoby się rozwiać. Samo się czyta.

Świerszcze i gwiazdy Krzysztofa Rewiuka to tekst skręcający w stronę klasycznego horroru. To osadzona w przeszłości opowieść o opiekunie głuchoniewidomej dziewczynki. Klimat zagęszcza się tutaj z każdą kolejną stroną, a całość rozbudza wyobraźnię zgrabnie wykreowanym światem i przekonującym, eleganckim językiem. Coś dla fanów tych mroczniejszych historii Dickensa czy Poego.

Chciałbym jeszcze wyróżnić Prototyp nr 6 Marcina Miętusa. Byłem w lekkim szoku, bo tytuł okazał się literackim debiutem młodego autora. Trochę też mnie to zabolało, bo chciałoby się więcej. Prototyp nr 6 miażdży klimatem i samymi opisami sprawia, że włosy na plecach stają dęba. Wyobraźcie sobie odwiedziny w podniszczonym, opustoszałym szpitalu porodowym, którego historii lepiej nie poznawać… Świetny warsztat, weird w czystej postaci. Czekamy na więcej.

Wystarczająco dziwnie?

To nie koniec dobra, bo jest tu jeszcze szereg prac po prostu spełniających oczekiwania i dostarczających fajnych przeżyć (Sakrament Bartłomieja Szwajgera, Mało rymów Pawła Matei czy Między Krzysztofa Matkowskiego). Z pewnością Was zainteresują – jeśli nie porywającą fabułą, to wyszukaną formą i ciekawym pomysłem.

Do tych bardziej ambitnych kawałków można z pewnością zaliczyć Dziewiątkę Sylwestra Gdeli, Głębię snuff Wiktora Orłowskiego i Kolce Izabeli Pogiernickiej (doskonały warsztat!). Choć dzieli te tytuły prawie wszystko, to wszystkie trzy trochę mnie przerosły i zostawiły z poczuciem tego nieprzyjemnego niedosytu, jak i pewnego zmieszania. Intrygujące, ale niezbyt angażujące jako historie.

Czy więc warto? Oczywiście, że tak. Sny umarłych 2020, przynajmniej w tym tomie, to antologia starannie wyselekcjonowanych i bardzo nietuzinkowych tekstów. Tutaj nie ma przypadkowych opowiadań. Tym bardziej cieszy, że znalazło się ich na tyle dużo, by stworzyć w tym roku dwa tomiszcza.

Wydanie samo w sobie jak zawsze robi też wrażenie pod kątem wizualnym. Jest bardzo eleganckie i pięknie wzbogaca biblioteczkę, choć tegoroczne ilustracje na okładkach moim zdaniem zdecydowanie ustępują tym wcześniejszym, bardziej sugestywnym. Za rok radziłbym obrać ponownie tamten kierunek.

Głodni weirdu? Znajdziecie go też trochę na moim instagramie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *