Powrót. Książka Wojciecha Guni. Polskie weird fiction.

Wznowienie, na które bardzo czekałem. Powrót Wojciecha Guni uznaje się bowiem za pierwszy powojenny zbiór opowiadań weird fiction. Minęło zaledwie kilka lat od tamtej chwili, ale przyznaję – nie siedziałem jeszcze wówczas w weirdzie, nie licząc może Lovecrafta, i po prostu nie załapałem się na pierwsze wydanie.

Trudno jednak nie docenić wpływu twórczości Guni na szereg innych polskich autorów. I choć weird nadal stoi sobie trochę na poboczu, będąc postrzeganym raczej jako ta niszowa forma grozy, jest w oczach wielu nie lada ciekawostką. Dla autorów grozy może stanowić nowe wyzwanie, dla wydawnictw nietuzinkowy produkt wyróżniający się na tle całkiem już konkurencyjnego segmentu grozy, a dla czytelnika wyjątkową w swojej formie, klimatyczną lekturę.

Jak jednak ten zbiór poradził sobie z próbą czasu? I jak wypada w porównaniu z nowszymi dziełami autora, jak i wieloma już podobnymi, zainspirowanymi przezeń?

Powrót | Wojciech Gunia | Wydawnictwo IX

Powrót to zbiór opowiadań, które w świadomy (choć też różny) sposób nawiązują do weird fiction. I nie mam tu do końca na myśli inspiracji popularnym Lovecraftem, bo Wojciech Gunia zdaje się czerpać z innych źródeł – bliżej mu do takich nazwisk jak Thomas Ligotti, Franz Kafka czy Bruno Schulz. Jeśli śledzicie choć trochę pozapisarską działalność autora, na pewno zdążyliście zauważyć słabość do tych wybitnych twórców.

Co to oznacza w praktyce? Opowiadania Guni cechuje pewna nieliniowość, przynajmniej te dłuższe teksty. Znajdziemy tu bazę fabularną, bohatera postawionego w konkretnej sytuacji, jednak częstokroć w płynny sposób narracja przechodzi w coś w rodzaju przekazu myśli.

Wojciech Gunia "Powrót". Nowe wydanie kultowego zbioru weird fiction. Wydawnictwo IX.

Powrót to bowiem proza okraszona sporą ilością filozofii i przemyśleń. Sama fabuła, choć znakomicie angażująca i potwierdzająca niezwykłą wyobraźnię autora, zdaje się być jedynie narzędziem, które odbiorcę ma wprowadzić w konkretny stan i podsunąć mu kilka kwestii pod rozwagę.

Powrót – weird fiction po polsku?

Jako że jestem już po Mieście i rzece oraz Nie ma wędrowca (polecam obydwie książki), muszę przyznać, że ten wczesny Gunia bardzo mnie interesował. I myślę też, że da się na tych przykładach zauważyć pewną ewolucję w stylu autora.

Przede wszystkim odniesienia w nowszych dziełach autora nie są moim zdaniem tak zauważalne, jak w Powrocie. Świadczy to chyba przede wszystkim o tym, że z czasem udało się mu wypracować własny styl, dojrzeć jako twórca i zamiast oddawać hołd – po prostu robić swoje. Ciekawostką jest forma, język używany w zbiorze – o dziwo Powrót wydawał mi się znacznie bogatszy pod tym względem.

O ile Nie ma wędrowca i Miasto i rzeka to dzieła dojrzałego prozaika, w Powrocie czuć duszę poety szukającego ambitnych, ciekawych rozwiązań językowych.

Efekt końcowy pozostaje jednak podobny – to jest lektura, która w skuteczny sposób będzie Was wprowadzała na zmianę w przygnębienie i niepokój. Część z opowiadań (tytułowy Powrót, Wezwanie albo Bardzo długo była tylko ciemność) prezentuje fantastyczną, wykręconą wizje świata i wprost nawiązuje do grozy. Inne natomiast, zwłaszcza te krótsze (Susza, Dom) są bardziej wymagające i niejednoznaczne, idące znacznie dalej niż popularny horror, a nawet weird. Całość jest jednak spięta kilkoma klamrami: podobnym, eleganckim sposobem narracji, barwnymi opisami rdzawej, podniszczonej rzeczywistości, czy senną, nostalgiczną atmosferą.

Nowe szaty króla

Młody Gunia to nie jest mój ulubiony Gunia, natomiast jest to zdecydowanie zbiór, który w swoim czasie był bardzo potrzebny na polskim rynku. I on tak naprawdę nic nie stracił – autor czuje się w tej niszy jak ryba w wodzie, a książka dała mi dokładnie ten rodzaj masochistycznej rozrywki, jakiej od niej oczekiwałem. Konkurencja rośnie, ale w Polsce król weirdu jest jeszcze póki co tylko jeden. Powrót jest książką, jaką miłośnik grozy znać po prostu powinien.

Warto też docenić wydanie, bo w końcu mamy okazję dostać godnie opakowanego Gunię: twarda oprawa, kapitalna ilustracja, a wewnątrz wprowadzenie i dodatkowy tekst, którego nie było w pierwszym wydaniu. Brawa dla wydawcy – pozostaje mi już tylko odesłać Was na jego stronę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *