Całopalenie. Robert Marasco i Wydawnictwo Vesper. Recenzja książki

Rzadko przychodzi mi krytykować książki wydawane przez Vesper, zwłaszcza te będące wznowieniami klasyków. Zazwyczaj są to pozycje, które na swój status zasłużyły pewną ponadczasowością, a całościowo w dzisiejszych czasach działają na wyobraźnię czytelnika nie gorzej, niż kilkadziesiąt lat temu. Zdarza się jednak, że tak zwana klasyka okazuje się na tyle zakurzona, zakorzeniona w swoich czasach, że obecnie już zwyczajnie niedomaga.

Takie mniej więcej przemyślenia dopadły mnie po lekturze Całopalenia Roberta Marasco.

Całopalenie | Robert Marasco | Wydawnictwo Vesper

Rodzina Rolfe’ów – Ben, jego żona Marian i synek David – szukają miejsca do wakacyjnego wypoczynku. Los zdaje się im sprzyjać, bo wkrótce trafia im się okazja wynajęcia luksusowej posiadłości z basenem za śmieszną kwotę. Rodzinka nie zwleka długo i postanawia zająć miejsce na najbliższe miesiące, przyjmując jednocześnie pod opiekę pewną wyciszoną, przywiązaną do własnego pokoju staruszkę.

Maciej Kamuda. Ilustracje do książki. Całopalenie. Wydawnictwo Vesper.
Ilustracje do książki Całopalenie stworzył Maciej Kamuda.

Jak łatwo się domyślić, posiadłość stopniowo zacznie odkrywać przed bohaterami swoje tajemnice. Co tak naprawdę znajduje się za dziwnymi drzwiami do sypialni starszej kobiety?

Całopalenie zostało przełożone na język polski po raz pierwszy, a oryginalnie ukazało się w 1973 roku. Opis na okładce przedstawia nam powieść Roberta Marasco jako jeden z najważniejszych horrorów swoich czasów, stawiany obok Egzorcysty i Dziecka Rosemary. I o ile rzeczywiście bije z tej historii specyficzny vibe tych czasów i ma też dosyć podobnie skonstruowanych bohaterów, Całopalenie całościowo wypada w moich oczach znacznie gorzej.

Całopalenie kontra współczesny czytelnik

Książka Roberta Marasco okazała się dla mnie przede wszystkim nudna. Nie mam tu do końca na myśli, że nie da się tego czytać (za moment o udanym przekładzie), a raczej pewien brak emocji i polotu. Rzuca się też w oczy obieranie przez autora złych kierunków rozwoju akcji.

Żeby nie być zbyt ogólnym i podać konkrety, weźmy to małżeństwo Rolfe’ów. Ben i Marian sprawiają wrażenie pary bliskiej sobie, pozornie szczęśliwej, ale autor daje czytelnikowi kilka sygnałów, że coś jest nie tak. Jednym razem są to sprawy łóżkowe, kończące się na nieudolnych podchodach ze strony męża (notabene nieznośnie rozwlekane przez Marasco), innym razem niepokojąca sympatia Marian do nowego domu. Jak więc widzicie, Całopalenie ma ambicje na wątek psychologiczny połączony całkiem zgrabnie z komentarzem do ówczesnych realiów. Na ambicjach jednak się kończy, bo moim zdaniem to po prostu z książki za słabo wybrzmiewa, jakby autorowi zabrakło pomysłu i porzucił te kwestie.

Blog literacki Mój Kajecik. Recenzje książek. Całopalenie Roberta Marasco.

Mimo, ze mamy do czynienia z horrorem, historia jest w gruncie rzeczy mocno przyziemna, bez fajerwerków. I normalnie nie byłby to zarzut z mojej strony – im łatwiej nam w coś uwierzyć, tym bardziej jest przerażające. Marasco w tej przyziemności idzie jednak o dwa kroki za daleko. Mając 2/3 lektury za sobą zdałem sobie sprawę, że były to głównie przeciętne opisy domu i rutynowe działania bohaterów. Gdzie jest suspens? Gdzie choćby nutka grozy i skrupulatnie budowane napięcie? Momentami naprawdę łatwo zapomnieć, że czyta się horror.

Wydawnictwo na ratunek

Największe zalety tej książki przypisuję nie autorowi, a wydawnictwu i przekładowi. Bartosz Czartoryski przeniósł powieść na taką przyjemną, miękką polszczyznę, dzięki czemu książka kartkowała mi się sprawnie, mimo wspomnianego braku polotu. Do tego jak zwykle dostajemy piękne ilustracje i efektowną, klimatyczną okładkę. Nie zapomniano o posłowiu, która pozwala poniekąd zrozumieć status Całopalenia w popkulturze i daje sygnał, czego w tej historii szukać.

Zdania jednak nie zmienię. Dla mnie Całopalenie to horror przestarzały w formie i nieco rozedrgany, jakby Robert Marasco nie był pewien, co chce nim przekazać. Brakuje mu mocniejszego komentarza w finale, a ponadto wydaje mi się, że wątek społeczny może być dla polskiego czytelnika niezauważalny lub po prostu naświetlony w mało atrakcyjny sposób. Polecam tylko maniakom horroru, którzy po prostu chcą znać historię gatunku i te wszystkie przełomowe pozycje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *