Polski horror "W lesie dziś nie zaśnie nikt". Reż. Bartosz M. Kowalski.

Z natury jestem raczej powściągliwym człowiekiem. Chcesz mnie obrazić – OK. Opluć – OK. Pobić – OK. Szlag mnie jednak trafia, kiedy niesłusznie gnoi się dobre kino. I właśnie tak mam w przypadku filmu W lesie dziś nie zaśnie nikt.

W piątek 20 marca 2020 roku film Bartosza M. Kowalskiego miał swoją premierę na platformie Netflix. Nie trafił tydzień wcześniej do kin z powodu koronawirusa, ale o tym zapewne już wiecie. W lesie dziś nie zaśnie nikt to pierwszy polski slasher horror, który przy okazji miał całkiem mocną kampanię marketingową. Nic więc dziwnego, że film wzbudza zainteresowanie u szerokiej publiczności.

W lesie dziś nie zaśnie nikt | 2020 | reż. Bartosz M. Kowalski

Nie będzie to do końca recenzja, choć dowiecie się z tego wpisu, dlaczego uważam, że film zasługuje na Waszą uwagę. Bardziej jednak chciałbym się tu odnieść do raczej negatywnego przyjęcia u tak zwanego niedzielnego widza. W lesie dziś nie zaśnie nikt to bowiem jeden z tych filmów, który w zauważalny sposób dzieli publiczność i krytyków – na ten moment ocena 4,7 u tych pierwszych i prawie 7 u drugich na portalu filmweb.

Polski horror "W Lesie dziś nie zaśnie nikt". Oceny na filmweb.

Obserwuję też opinie w mediach społecznościowych, głównie facebookowych grupach. Oto, co najczęściej wytyka się filmowi Kowalskiego:

  • kopiuje klasyki gatunku (Droga bez powrotu, Piątek trzynastego, Teksańska masakra piłą mechaniczną)
  • nieodpowiednia muzyka
  • bardziej komedia niż horror
  • schematyczny
  • nie straszy
  • żenująca charakteryzacja
  • słaby scenariusz
  • geneza potworów

No i oczywiście masa ogólników: gniot, żałosny, nie da się oglądać.

Opinie o filmie "W lesie dziś nie zaśnie nikt". Reż. Bartosz M. Kowalski.

Nie znoszę argumentów pokroju nie zrozumiałeś filmu, ale muszę się takim posłużyć – ludzie, Wy nie rozumiecie filmu. Pomysł reżysera zdecydowanie przerasta Wasze wąskie horyzonty. I tym samym może być mu szalenie przykro, bo liczył, że przeciętny widz, w tym fan horroru, zrozumie luźne odniesienia i zabawę przeruchanym na wszystkie sposoby gatunkiem. No i się przeliczył, ale biję mu brawo za odwagę.

Bać się czy śmiać?

Rozumiem, że niektórym może to się nie mieścić w głowach, ale tak – horror można łączyć z komedią. Jeśli W lesie dziś nie zaśnie nikt Cię bawi, to uważaj – prawdopodobnie jest tak, bo ON MA BYĆ ZABAWNY. Jest to samoświadomy, luźny pastisz gatunkowy, który bezwstydnie chwyta się utartych schematów i pokazuje je z przymrużeniem oka. Nie bez powodu porównuje się go do Domu w głębi lasu.

Robienie w dzisiejszych czasach slashera ma moim zdaniem sens tylko w dwóch sytuacjach. Po pierwsze, kiedy autorzy mają jakiś zajebisty, oryginalny pomysł na motyw przewodni (patrz: Śmierć nadejdzie dziś). Po drugie, kiedy chcą pobawić się tym gatunkiem i wyśmiać jego prostotę.

Naprawdę oczekiwaliście tutaj kolejnego horroru na wzór tych wszystkich amerykańskich klasyków? Przecież to byłoby nudne do porzygu.

I z całą pewnością nie straszne, bo slasher w ogólnym pojęciu jest raczej gatunkiem, którym trudno straszyć. Od początku ma się pewność, jak się potoczy. Ma raczej błyszczeć czadowym mordercą z fajną bronią i pomysłowym uśmiercaniem kolejnych postaci. I tyle, ale to już było i dziś, z nielicznymi wyjątkami, wypada raczej miałko.

W lesie dziś nie zaśnie nikt – jestem na TAK

Żebyśmy mieli jasność – W lesie dziś nie zaśnie nikt nie jest dla mnie arcydziełem. Stanę po stronie osób krytykujących genezę pryszczatych, bo to było za durne nawet dla mnie. Gdzieniegdzie widać też niedociągnięcia, choćby w montażu sceny uśmiercenia blondyny (sorry za spoiler, ale dobrze wiecie, że zginie). Nie jest to też kino wybitnie odkrywcze – samoświadome slashery już były, choć ten ma też swoje wabiki.

Pochwalę postacie, które są zarówno odpowiednio przerysowane, jak i fajnie wzbogacone wątkiem uzależnienia od internetu. Aktorom również udało się tych bohaterów dobrze wyczuć – lambadziara jest lambadziarą, osiłek – osiłkiem, a nerd – nerdem. Właściwie każda ze starszych postaci jest świetnie zagrana, nawet w przypadku epizodów: Mecwaldowski, Zbrojewicz, Muskała, Cyrwus… Każdy zapada w pamięć. A nastolatki wyglądają jak nastolatki, a nie farbowane trzydziechy.

Nie chcę się kłócić z krytyką muzyki, bo to bardzo subiektywne. Osobiście nie wiem, kiedy ostatni raz po obejrzeniu polskiego filmu miałem ochotę posłuchać sobie soundtracku. W tym przypadku tak było. Brawo Radzimir Dębski za polot i chęci.

Zwiastun filmu W lesie dziś nie zaśnie nikt

Bardzo obawiałem się charakteryzacji, ale ta – podobnie jak choćby scenografia – stoi na przekonującym poziomie. Gdzieniegdzie przewinie się jakiś sztucznie wyglądający łeb, ale to wyjątki. Nawet te parchate potwory mnie przekonały – projekt jest komiczny, przesadzony, ale jednocześnie wykonany dosyć realistycznie. Nie miałem wrażenie gumowego stroju, a do tego udało się uzyskać wrażenie masywności tych stworów. Szczerze, nie jestem pewien, czego więcej pod tym względem oczekiwano.

Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie technikalia. Film jest naprawdę zgrabnie wykadrowany, pięknie bawi się światłem, a sceny w nocy wyglądają znakomicie. Jest tu na czym zawiesić oko. To nie jest coś, czego należy oczekiwać w slasherze i szczerze uważam, że przynajmniej pod tym względem amerykańskim widz może nam pozazdrościć.

Czy mam ból dupy? Oczywiście, że mam. Nie chcę tu pisać o rzucanie pereł przed wieprze, ale kurczę… Zastanówcie się, dlaczego krytykujecie to film. Czy macie w kieszeni jakiekolwiek argumenty, czy są to wyłącznie uprzedzenia. I choć była tu pewnie ambicja do stworzenia kontynuacji, obawiam się, że już do tego nie dojdzie. A szkoda. Liczę jednak na to, że Bartosz M. Kowalski jeszcze nie raz nas zaskoczy. Po szokującym Placu zabaw i odjechanym W lesie dziś nie zaśnie nikt, jawi się jako twórca elastyczny, kompetentny i utalentowany.

5 thoughts on “Świat nie jest gotowy na W LESIE DZIŚ NIE ZAŚNIE NIKT”

  1. Matko! Zgadzam sie i również podpisuje pod tym!! Film dla mnie byl od poczatku do konca rozrywka na dobrym poziomie

  2. Jeszcze nie oglądałam, ale mam nadzieję nadrobić to w ten weekend. Nigdy nie przeszkadzała mi zabawa konwencją, w szczególności jeśli chodzi o horrory. Podobnie jak (odpowiednio wprowadzony) komizm. Może nie bez powodu moim ukochanym slasherem, który widziałam już mnóstwo razy, jest „Krzyk”. Zdaję sobie sprawę, że polska produkcja nie jest rewolucją na miarę filmu Cravena, ale tutaj wystarczy mi świadomość, że reżyser doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co robi i pewne środki stosuje jak najbardziej świadomie. I że będę się dobrze bawić podczas seansu. Chociaż i tak doskonale wiem, jak potoczy się cała historia;)

    1. Spróbuj, bo wygląda na to, że jesteś docelowym widzem. To film z przymrużeniem oka i dystansem, ale zrealizowany starannie i z sercem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *