Pegazus. Konsola Pegasus i gry dzieciństwa.

Z nowymi książkami jeszcze się siłuję, ale pojawiła się inspiracja i pewne przemyślenia w innym temacie, więc wykorzystuję ten chwilowy płomień. Jeśli nie urodziliście się wczoraj, a Waszym domem od zawsze była Ziemia, pewnie mieliście szansę zetknąć się z dzisiejszym bohaterem. Kultowa konsola Pegasus (lub jak kto woli swojski Pegazus) robiła absolutną furorę w Polsce lat 90. ubiegłego wieku. Dlaczego wracam do niej dzisiaj?

Pokrótce przedstawię ten dziwaczny system, ale nie to będzie stanowiło sedno wpisu. Konsola Pegasus w najróżniejszych formach wciąż jest dostępna na rynku. Ja, wodzony chorobą zwaną sentymentem oraz poszukiwaniem nowej zabawki, skusiłem się na jeden z popularniejszych modeli Pegazusa pod koniec 2019 roku. Dziś, po kilku miesiącach testów, chciałbym innym starym koniom dać znać, czy warto było przypominać sobie czasy dzieciństwa.

Konsola Pegasus i stare gry: Contra, Mario, Czołgi... Test konsoli.

PEGASUS – pierwszy nałóg w życiu

Ta znakomita maszyna o nietuzinkowym wyglądzie to w rzeczywistości 8-bitowa konsola będąca podróbą zaprezentowanego w 1983 roku NESa firmy Nintendo. Mam nadzieję, że nie muszę Wam tłumaczyć, jak w latach 90. wyglądał w kraju nad Wisłą rynek gier (a właściwie rynek czegokolwiek z wyjątkiem wódki i szlugów), bo prawie udało mi się to wyprzeć z pamięci. Krótko pisząc, po obaleniu komuny nie stało się nagle różowo i nadal pod wieloma względami była tu bieda.

Lukę na rynku postanowili wykorzystać pewni sprytni przedsiębiorcy. Sprowadzili do nas system bliźniaczy do świecącego tryumfy NESa aż z Tajwanu.

Stara konsola. Retro gry na Pegazusa. Tekst konsoli Pegasus.

Reszta jest już historią… no, może nie do końca. Fenomen Pegasusa wynika nie tylko z dziesiątek doskonałych (i setek takich sobie) gier, które już wtedy kradły dzieciakom najlepsze, beztroskie lata z równą bezczelnością, jak dziś czynią to Minecraft czy Fortnite. Kochany Pegazus to konsola, która pięknie wkomponowała się w tę paskudną otoczkę ostatniej dekady ubiegłego wieku. To wspomnienia związane z wymianą kartridży z kolegami i ze strzelaniem z pistoletu w wypukły ekran telewizora. To godziny spędzone na słynnych bazarkach, gdzie kultowe tytuły nabywało się spod straganiku u podejrzanych panów w skórzanych kurtkach i z ruskim akcentem, tuż obok stoiska z ciuchami, gdzie chwilę wcześniej matka na mrozie i w towarzystwie przechodniów kazała przymierzać spodnie.

Nie, dzisiejsze pokolenia nie poznają specyficznego, słodko-gorzkiego smaku tych czasów. Mogą jednak poznać na własnych skórach moc konsoli Pegasus.

Pegasus kontra czasy współczesne

Napiszę wprost: nie jestem graczem. W którymś momencie życia po prostu przestało mnie to bawić do tego stopnia, żeby za gry i sprzęt płacić. Zdarza mi się jednak od czasu do czasu u kogoś coś tam liznąć ze współczesnych tytułów. Mając więc to porównanie Pegazus vs współczesność, a przy tym pomijają oczywiste różnice technologiczne (grafika, dźwięk, nieobecność trybu online itd.), nasunęły mi się dwa mniej oczywiste wnioski.

Retro gry. Konsola Pegazus.

Gry na Pegasusa są znacznie trudniejsze od tych nowych, to po raz. Coś, co bardzo mnie zaskoczyło w trakcie ogrywania Contry, Mario czy Chip & Dale, to właśnie poziom trudności tych gier. Tych i tak naprawdę większości, bo choć są to platformówki o prostej konstrukcji, to ginie się w nich nad wyraz często. Z pewnością częściej, niż zdarzało mi się to w GTA V lub RDR 2. Mimo niewielkich konsekwencji utraty życia, gra i tak pomagała mi na tyle, żeby mi się to nie zdarzało. Gry na Pegasusa są pod tym względem jednak bezlitosne – kilka potknięć oznacza zazwyczaj rozpoczynanie rozgrywki od początku. Tak, rozgrywki, nie tylko danego poziomu. Jestem osobą, która nigdy nie lubiła masochistycznej rozgrywki, więc nie ukrywam, że szlag mnie trafia przy tej konsoli. Napisałbym, że jest skierowana do swego rodzaju elity, która po prostu lubi się tak bawić, ALE…

Pegasus to konsola wybitnie imprezowa. Nie zamierzam krytykować tu gier online, ale jeśli mieliście przyjemność ogrywać coś z kolegą na dwóch padach lub jednej klawiaturze, to pewnie przyznacie, że ma to swój specyficzny smaczek. I ten smaczek tu poczułem, kiedy w kilka osób wymienialiśmy się padami albo komuś wyjątkowo udzielały się emocje. W takich okolicznościach wysoki poziom trudności działa trochę inaczej. Owocna współpraca smakuje podwójnie, a failowanie raczej bawi niż frustruje.

Czy warto dziś inwestować w starą konsolę?

Zacznijmy od matematyki. Na allegro znajdziecie te stare systemy w różnych wariantach i cenach najczęściej w przedziale 35 do 100 złotych. Wliczone są w to dwa pady, okablowanie, jakaś liczba gier i ewentualnie bajery pokroju pistoletów. Są również dostępne wersje przenośne a’la GameBoy albo PSP.

Wszystko pod kontrolą, tylko się chwalę moim Tadzikiem. Scrolluj dalej.

Mój Pegasus (tudzież Entertainment System) z wbudowanymi grami w ilości 620 (naturalnie mnóstwo z nich się powtarza lub są to mało znaczące wariacje) kosztował około 65 złotych. Znalazłem tu wszystkie ważne dla mnie klasyki z wyjątkiem Kapitana Ameryki. Zależało mi na tym fajnym retro wyglądzie, dlatego nie chciałem tych najtańszych wersji, ale warto mieć na uwadze, że można trochę przycebulić.

Teraz moje oczekiwania. Nie łudziłem się, że będzie to zabawka, którą będę maltretował codziennie. Bez przesady. Liczyłem, że konsolka będzie właśnie taką fajną ciekawostką na domówki, alternatywą dla planszówek, i w takiej roli sprawdza się naprawdę fajnie. Od czasu do czasu odpalam ją sobie sam i właściwie zawsze znajduję jakiś nieznany mi, mniej lub bardziej udany tytuł. Biorąc więc pod uwagę te umiarkowane oczekiwania, zakup jest jak najbardziej udany, a cena uczciwa. No i konsolka jest naprawdę zadziwiająco malutka, a przechowywanie jej nie sprawie najmniejszego problemu.

Już podsumowując, polecam sprawienie sobie takiej wycieczki w przeszłość przede wszystkim innym starym dziadom, które miały styczność z Pegazusem. W pewnych okolicznościach to jeszcze naprawdę daje radę. Czy polecam młodzieży urodzonej, powiedzmy, w XXI wieku? Oto jest pytanie. Wydaje mi się, że nie posiadając tutaj tej psychicznej retro-więzi z systemem, łatwo będzie się od tych klasycznych tytułów odbić. Nie kupowałbym tego młodym gejmerom na prezent. To powinna być własna, świadoma decyzja. A jeśli już rozbudzi się ta ciekawość, by sprawdzić na własnej skórze, jak wyglądały gry, gdy rynek dopiero się rozkręcał, a także przy czym kurwili i rzucali padami nasi przodkowie – próbujcie. To nie jest duży wydatek za kawałek fajnej historii.

I nie, emulatory na PC tego nie oddadzą. To jak porównywać kiełbasę z patelni z kiełbasą z grilla. Niby to samo, ale smakuje inaczej.

Stara konsola. Pegasus. Enteratinment System. Gry retro.

2 thoughts on “Kultowy PEGASUS – powrót do konsoli po latach. Czy było warto?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *