Recenzja książki na blogu literackim. Książka "Nawiedzony dom".

Lata od 2010 wzwyż to w popkulturze czas regularnych odniesień do przeszłości. Zwłaszcza mam tu na myśli neonową stylistykę filmową przywołującą na myśl cudowne lata 80., ale tuż obok mamy przecież powracającą modę na filmowe slashery. Ten pozorny brak własnej tożsamości tzw. naszych czasów jest oczywiście nieco niepokojący. Nie będę jednak kłamał – średnio się tym martwię, skoro mamy plastycznych i ambitnych twórców, którzy tworzą w tej retro stylistyce bardzo fajne rzeczy.

Może nieco odbiegam od tematu, a może niekoniecznie, bo w Nawiedzonym domu Johna Boyne’a dostrzegam pewną luźną zależność.

Nawiedzony dom | John Boyne | Wydawnictwo Stara Szkoła

Anglia, rok 1867. Eliza Caine jest młodą nauczycielką, która w wyniku choroby traci najbliższą osobę – swojego ojca. Dziewczyna poszukuje zmiany, więc wyprowadza się z Londynu i przenosi do Gaudlin Hall, gdzie w bogatej posiadłości zostaje nową guwernantką.

Od samego początku Eliza dostrzega, że coś w tym miejscu jest nie tak. Wita ją dwójka specyficznych dzieci, a dorosłych na horyzoncie nie widać. Kiedy wreszcie udaje się odnaleźć innych pracowników, dziewczyna zaczyna odkrywać makabryczne okoliczności w jakich z posadą pożegnały się poprzednie guwernantki. Gdzie jednak podziali się rodzice dzieci? Jakie tragiczne brzemię nosi na sobie posiadłość w Gaudlin Hall?

Horror ghost story "Nawiedzony dom". Książka Johna Boyne'a z wydawnictwa Stara Szkoła.

Nawiedzony dom pod kątem fabuły zapewne coś Wam przypomina. Może nawet więcej niż jedną historię. Nie jest to wrażenie mylne, bo choć powieść Boyne’a ukazała się pierwotnie w roku 2013 (u nas w 2019 za sprawą wydawnictwa Stara Szkoła), to jest zdecydowanie utrzymana w duchu XIX-wiecznych klasyków.

Dickens byłby dumny

Zarówno pod względem wykreowanych realiów, przedstawionej historii oraz użytego języka (tutaj plus dla wydawnictwa Stara Szkoła za przekład), Nawiedzony dom przypomina utwory takich mistrzów jak Edgar Allan Poe czy Charles Dickens. Ten ostatni zresztą jest tu jedną z trzecioplanowych postaci, więc chyba nie ma wątpliwości, komu złożył hołd Boyne. I muszę przyznać, że wypada to wszystko naprawdę smacznie i lekkostrawnie.

Nawiedzony dom to zgrabnie zbudowane ghost story ze stopniowo rosnącym napięciem, unoszącą się aurą tajemnicy i poruszającą fabułą.

Jakub Bielawski opisuje na odwrocie książki styl Boyne’a jako klasyczny i gawędziarski. Nie sposób się z tym nie zgodzić. Odpowiednie zabiegi językowe i precyzyjnie odwzorowane realia historyczne dają tu wrażenie obcowania z zakurzoną, zaginioną przed laty powieścią któregoś z mistrzów. Boyne jako autor współczesny korzysta przy tym z pewnych sprawdzonych schematów, nie bawiąc się szczególnie formą i nie wymyślając koła na nowo. Całość jest zbalansowana i wygodna w odbiorze.

Złośliwie można uznać, że Nawiedzony dom to książka po prostu bezpieczna, mimo nieśmiało poruszanych kwestii praw kobiet. I mimo, że raczej ta pozycja nie wywróci nikomu życia do góry nogami, to należy pochwalić kunszt autora, który potrafił skonstruować ją tak, że prawdopodobnie wciągną ją nosem zarówno starzy wyjadacze, jak i zieloni w świecie horroru książkowego. Bardzo fajna, ładna laurka dla czasów minionych. Czyta się to jednym tchem i z niemałą satysfakcją.

Klasyczny horror o duchach. Recenzja powieści "Nawiedzony dom".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *