Polski horror o słowiańskich demonach. Książka "Odludzie" - Krystian Kłomnicki i wydawnictwo Dom Horroru.

Debiut goni debiut i ma się tutaj wrażenie, że dotyczy to zwłaszcza polskiego horroru pisanego. Trzeba w tym momencie okazać szacunek i przyznać, że te młode wydawnictwa jak np. Dom Horroru zgarniają równie młodych autorów i otwierają im drzwi do świata literatury grozy. Jednym z ostatnich takich pisarzy jest Krystian Kłomnicki, który przyciągnął sporą uwagę swoim Odludziem.

Odludzie | Krystian Kłomnicki | Wydawnictwo Dom Horroru

Andrzej Winiewski to samotnik wciąż poszukujący swojego szczęścia. Po licznych rozczarowaniach, prywatnych i zawodowych, zostawia pracę w policji i odchodzi na wcześniejszą emeryturę. Decyzja splata się z wieścią o atrakcyjnym spadku w postaci pięknego, choć zaniedbanego, XIX-wiecznego pałacyku w Zaciszu.

"Odludzie" - książka Krystiana Kłomnickiego. Horror o słowiańskich demonach.

Winiewski nie zastanawia się długo i wykorzystuje okazję do przeprowadzki. Kiedy na tytułowym Odludziu zaczyna układać sobie życie na nowo, w okolicy zaczynają znikać ludzie…

Opis obiecuje sporo: przeklęte miejsca, czające się zło, słowiańskie demony… Jak Krystian Kłomnicki poukładał to w historii? I czy całościowo to działa na czytelnika?

Przebieg wygląda tu w rzeczywistości nieco inaczej niż się spodziewałem. Nie powiedziałbym jednak, że gorzej, bo Odludzie czyta się szybko i z zainteresowaniem. Miejcie natomiast świadomość, że na rasowy horror przyjdzie Wam tu trochę poczekać.

Ludzie Odludzia

Wydawałoby się, że ze względu na akcję toczącą się na zadupiu Andrzejowi przyjdzie tu gadać głównie do siebie, ale nie. Kłomnicki zbudował tu całkiem spore, sensowne grono bohaterów. Właściwie o każdym jesteśmy w stanie coś powiedzieć, no i jest też się z kim utożsamić. Rodzące się relacje między bohaterami czy ich motywacje też wypadają przekonująco. Życie pokazuje, że nie jest to łatwe zadanie i trzeba debiutującemu autorowi pogratulować. Mocna strona książki.

Tym samym poświęcono na to sporo stron. Owszem, regularnie wplata się w to i rozwija wątek niewyjaśnionych zaginięć czy śledztwa policji, jednak stanowi to przez długi czas raczej przerywnik. Spodziewajcie się tu sporo luźniejszych rozmów, chodzenia po zakupy, wpatrywania w ognisko czy opisów samego pałacyku i okolicy.

Toruń, Piekarskie Góry. Horror "Odludzie" Krystiana Kłomnickiego.

I tak się powoli żyje…

Czy to źle? Kwestia sporna, natomiast mi absolutnie takie podejście nie przeszkadza. Odludzie czyta się bardzo łatwo i szybko, a do lektury wraca chętnie. Trzeba autorowi oddać, że umiał stworzyć tu ciekawe postacie, których losy przyciągają uwagę w momencie, gdy atmosfera zagęszcza się systematycznie, ale powoli.

Nie jest też jednak tak, że nie ma się tutaj do niczego przyczepić. Mnie osobiście trochę rozczarował końcowy twist fabularny, bo mniej więcej w połowie książki zacząłem to podejrzewać i sprawdziło się w stu procentach.

Co do zapowiadanych słowiańskich demonów, to Kłomnicki oczywiście je dostarcza. W tej kwestii brakowało mi natomiast troszkę szerszego zaplecza fabularnego, jakiegoś bardziej przekonującego usprawiedliwienia ich obecności. Przypominam, że jest to świat dosyć surowy, przez większość czasu nietknięty zjawiskami nadprzyrodzonymi w jakiś wyraźny sposób, więc te ostatecznie nie wypadają tak przekonująco, jak mogłyby.

Poza tym Odludzie spełniło jednak moje oczekiwania i podkreślę jeszcze raz, że czyta się świetnie. Pałacyk Winiewskiego należy do miejscówek, które po prostu chciałoby się odwiedzić w rzeczywistości. Brakuje mi tu trochę polotu ze strony autora, natomiast jest to jakaś przypadłość debiutantów, z którą trzeba się liczyć. Horror skrojony na miarę, satysfakcjonujący, ale nie zaskakujący czy wychodzący poza pewne granice. Na to, mam nadzieję, przyjdzie jeszcze czas. Zapraszam Was na stronę wydawnictwa Dom Horroru.

3 thoughts on “„Odludzie” i jego ludzie – horror Krystiana Kłomnickiego”

  1. Nareszcie doczekałem się jakiegoś sensownego tekstu na temat „Odludzia”. Swoją drogą fajny tytuł recenzji. Moim zdaniem Krystian Kłomnicki zmarnował potencjał tkwiący w tej opowieści. Uważam, że wyjaśnienie, które dostajemy w okolicy 210 strony można było rozłożyć na całą powieść. Podsycać nim zainteresowanie czytelnika. Zrobić z niego niezłą zagadkę. Naprawdę warstwa psychologiczna książki wcale by na tym nie straciła. Szkoda, że autor nie skorzystał też z możliwości, jakie dawała mu willa. Okazały budynek mógł skrywać sporo tajemnic. Główny bohater mógł choćby znaleźć jakieś zapiski poprzedniego właściciela domu. Wiem, że to klisza, która pojawia się w wielu horrorach, ale lepsza już taka klisza niż refleksje Winiewskiego gdzie zapodział się czteropak piwa lub skąd wziąć drewno do palenia w kominku zimą. Ostatnie 50 stron też jest trochę dziwne. Autor przez całą książkę tworzy psychologiczną powieść grozy i na koniec postanawia ten ambitny projekt zakończyć akcją jak z typowych rozrywkowych horrorów. Aż rodzi się pytanie — nie można tak było od początku? Dla mnie „Odludzie” jest książką źle skonstruowaną i nudną. Oczywiście ma też bezsporne zalety. Okładka jest naprawdę niezła. Do tego zachęcający tytuł oraz świetna korekta.

    1. Z grubsza zgadzam się z uwagami, natomiast nie czynią one w moim odczuciu z książki złej pozycji. Poprawki w tych rejonach uczyniłyby moim zdaniem „Odludzie” książką bardzo dobrą z obecnie dobrej 😉
      Dzięki za komentarz!

      1. Ja nie twierdzę, że „Odludzie” jest książką w 100% złą. Moje uwagi dotyczą tylko rozwiązań fabularnych. Jeśli chodzi o psychologię bohaterów, to zgadzam się z tym, co piszesz w recenzji, że wyszła ona autorowi całkiem wiarygodnie. Opisy przyrody też są OK i tworzą nawet niezły nastrój. Dla mnie ta powieść jest napisana w sposób poprawny. Teraz przyszło mi do głowy, że w Polsce już ukazała się książka, która ma podobny schemat, jednak wykorzystuje z sukcesem uwagi, które przedstawiłem w pierwszym komentarzu. Chodzi mi o „Demona” Łukasza Henela. Tam też mamy głównego bohatera w średnim wieku, który wyjeżdża w odludne miejsce owiane złą sławą, konkretnie do schroniska górskiego. Jednak Henel w przeciwieństwie do Kłomnickiego potrafi wykorzystać zalety starego budynku i pozwala bohaterowi odkrywać sporo sekretów, zapewniając tym samym dużo frajdy czytelnikom. Oczywiście rozumiem, że „Demon” jest książką bardziej rozrywkową niż „Odludzie”, ale ten przykład wydaje mi się dobrze ilustrować, co mam na myśli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *