Polski horror książkowy okiem fana.

Muszę jeszcze chwilę odsapnąć od recenzowania książek, a przede wszystkim nadrobić zaległości, które w tym momencie nie będą już zbyt sexy tematem na wpis. Może jakiś zbiorowy, poświęcony starej fantastyce? Kto wie, najpierw muszę jednak wiedzieć, jak temat ugryźć. Pozostanę więc jeszcze przy formacie luźniejszym, felietonowym. Jak obecnie ma się horror i szeroko pojęta literatura grozy?

Ano, po rzucie okiem i wyciągnięciu kilku wniosków, zdaje się mieć dobrze. O ile nie najlepiej do tej pory. Nie mam dla Was niestety żadnych wykresów i tabelek, więc w ewentualnym zestawieniu z nimi będę właściwie bezbronny. Postaram się jednak dodać dwa do dwóch i oprzeć na tym, a przede wszystkim spojrzeć na rynek okiem fana.

Rzut okiem na współczesną literaturę grozy

Sam kierunek ewolucji literatury, a właściwie wiele kierunków, to temat na kompletnie osobny wpis, na który pewnie nigdy nie będę gotowy. W każdym razie odnoszę wrażenie, że książki różnią się dziś od siebie, jak nigdy do tej pory. Poszczególne gatunki zdają się być nakreślone tak wyraziście, że dla miłośników innej szufladki mogą się okazać nie do strawienia.

Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, ale jednak czytając prozę z XIX wieku – czy to grozę, czy literaturę piękną – ma się wrażenie, że pochodzą od jednej matki.

Współcześnie horror książkowy nawet sam w sobie jest tak zróżnicowany, że wytwarza osobne gatunkowe nisze. Porównajcie sobie mainstreamową grozę Kinga choćby z weird fiction albo mocno osadzoną w historycznych realiach, surową prozę Simmonsa.

To wszystko jest też obecne w Polsce i, jak być może zauważyliście, sam chętnie rozglądam się po tych gatunkowych zakamarkach.

Wysyp książkowych horrorów… i specjalistycznych wydawnictw

Równocześnie z literaturą grozy dojrzewa polski czytelnik. Miłośnik literatury pięknej, obyczajowej, nie sięgający na co dzień po horror popularny, może już łaskawiej spojrzeć na wspomniane, bardziej stonowane w przekazie weird fiction. Albo zgrabną językowo, pięknie wydaną klasykę. Jeśli to wszystko uznać za jedną, nie tak znowu sporą rodzinę, ale z konkretnym klientem, to jest to jednak pieniądz, po który warto się schylić.

Ćma - powieść w gatunku weird fiction.

Królujący na tym polu Vesper sam w sobie jest ciekawym przykładem. Przestudiowałem sobie pierwsze lata działalności wydawnictwa i aż trudno uwierzyć, jaką drogę przeszła ta załoga. Najróżniejsze poradniki, książki piłkarskie, zbiory dowcipów, publikacje historyczne… jest tego naprawdę masa. Kilka lat temu pojawił się jednak całkiem zgrabnie wydany E. A. Poe, równie sensowna seria o Flawii de Luce, no i najwyraźniej zażarło. Choć Vesper nie ogranicza się oczywiście tylko do wznawiania klasycznej literatury grozy, to jednak ma dziś konkretny wizerunek, co czytelnik dostrzega. No i te wydania – twarda oprawa, piękne ilustracje od uznanych artystów, ciekawostki, bogate posłowia…

Odmienne stany (literatury) grozy

Można? Można. A skoro tak, to w naturalny sposób pojawili się inni. Z wielką satysfakcją i podziwem obserwuję działalność mniejszych wydawnictw, które również znajdziecie na blogu. Rzadko mogą co prawda pochwalić się tak ślicznymi wydaniami, aczkolwiek od święta to się udaje – właśnie na rynek wchodzą Sny umarłych. To już drugi zbiór opowiadań z gatunku weird fiction, którym częstuje Phantom Books Horror. Twarda oprawa z piękną ilustracją, utalentowani autorzy z Polski, zagraniczni goście… Piękna rzecz, na którą kiedyś klient mógłby się nie znaleźć, a za którą dziś środowisko płaci z pocałowaniem ręki. A przynajmniej wydawcy tego nie dostrzegali.

Oto jest pytanie: czytelnik był zawsze, a brakowało książek, czy też wydawnictwa same sobie czytelników wychowały i nakręciły?

Zarówno Phantom Books, jak i Dom Horroru, są wydawnictwami młodziutkimi, choć działającymi niezwykle prężnie. Oprócz niszowych tytułów z zagranicy, poświęcają sporo miejsca w ofercie młodym, rodzimym pisarzom grozy. Ci z kolei, mając łatwiejszą szansę pokazać się światu, będą później tworzyć jeszcze mocniejsze pozycje i wkraczać na listy bestsellerów. Warto sprawdzić przykłady Jakuba Bielawskiego (tegoroczna Ćma) czy Artura Urbanowicza (bestsellerowy Inkub).

Warto mieć na uwadze, że nawet wśród tych wydawnictw daje się zauważyć nieco inne filozofie. U jednych dominuje wznawianie klasyków, inni wolą odkrywać nowe twarze. Mamy wydawnictwa skupione na horrorze psychologicznym, ale znajdą się również takie, gdzie posoka leje się regularnie. To jest książkowe bogactwo, moi drodzy.

Rozwój horroru i weird fiction., czyli literatura grozy w Polsce.

Wkrótce sprawdzę, jak z tematem radzi sobie równie nieopierzone wydawnictwo IX, które ma już w ofercie zarówno Tych Wielkich (Aickman! Miciński!), jak i rosnące grono młodych wilków. Ładne rzeczy, książki wydane ze smakiem – wcale nie najtańsze, ale dla fanów stanowiące niekiedy prawdziwą gratkę. Płaćmy więc tak, żeby im się ta robota opłacała i przecierali kolejne szlaki. Gwarantuję, że wyjdzie nam to na dobre.

Ciepło na sercu, więc niczym Zbyszek Nowak miałem ochotę przekazać Wam trochę tej pozytywnej energii przez odbiorniki. Wiem, że tych wydawnictw jest więcej, natomiast wbrew pozorom wcale nie jest łatwo do nich dotrzeć.

I tu pojawia się zadanie dla Was. Kto jeszcze skupia się na szeroko pojętej literaturze grozy? A kto wydaje ją najlepiej? Gdzie znajdziemy najciekawszych autorów?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *