Czy kanon lektur szkolnych wymaga zmiany?

Wrzesień właśnie się zaczął, a wraz z nim oczywiście szkoła. Ze szkołą z kolei powraca wielokrotnie wałkowany temat lektur szkolnych, który też pozwolę sobie dziś poruszyć.

Zainspirował mnie – a jakże – portal lubimyczytac.pl, gdzie ostatnio wypowiedział się zdobywca tytułu Nauczyciela Roku. Artykuł jest tradycyjnie napisany troszkę po łebkach i w skrócie składa się z wypowiedzi czytelników odnośnie lektur właśnie i opinii wspomnianego nauczyciela, że jeśli już coś wprowadzać do kanonu, to Agathę Christie. OK, z dużej chmury mały deszcz, ale nie będę się kłócił – można mieć takie zdanie. Postarajmy się jednak wcześniej zdiagnozować problem. Jakie właściwie jest zadanie lektur szkolnych?

Kanon lektur szkolnych – co to jest i po co to komu?

Dlaczego powstał taki kanon? Skąd takie, a nie inne wybory nauczycieli? Wbrew pozorom to nie są takie proste pytania. Albo inaczej: nie udało mi się znaleźć prostych odpowiedzi. Te z kolei są niezbędne, by móc ocenić, na ile te najbardziej powszechne książkowe wybory spełniają swoje zadanie. Owszem, przewija się frazes, że lektury mają na celu zachęcić uczniów do czytania i ogólnie wejścia w świat literatury. I na etapie pierwszych klas podstawówki to się chyba całkiem nieźle udaje.

Co jednak, kiedy uczeń już w tej literaturze jako tako siedzi? Z biegiem czasu, na etapie dawnej gimbazy i szkoły średniej, zaczyna się rzeźnia i swoisty test wytrzymałości dla uczniów. Nie wiem, czy też macie takie wrażenie, ale o ile poziom innych zagadnień w szkole rósł stopniowo, to w przypadku lektur miałem na pewnym etapie wrażenie ogromnego przeskoku z poziomu Plastusia do Mickiewiczów, Sienkiewiczów i reszty tej kliki. Poziomu, który de facto przerasta większość nastolatków. I oceny z testów sprawdzających znajomość lektury nie mają z tym zbyt wiele wspólnego.

Słowacki wielkim poetą był!, czyli łopatologia ponad krytycznym myśleniem

Już tłumaczę, choć zahaczę przy okazji o mój wpis o czytaniu. Nie jest oczywiście żadną sztuką przeczytanie grubej książki. Chodzi o to, ile z niej wyniesiesz. Mój główny problem z lekturami szkolnymi jest taki, że nagradzany jest sam fakt przeczytania danej książki poprzez sprawdzenie suchych faktów na kartkówce. Nie mydlcie sobie oczy analizą i interpretacją tekstów – choć są to kwestie obecne, to w większości odbywają się poprzez nauczyciela. Czasami sam dyktuje, co powinieneś wyciągnąć z książki, czasami się napoci i sam to z uczniów wyciągnie. Nikogo natomiast nie obchodzi, czy książka Ci się podobała.

Czy szkolne lektury w gimnazjum i liceum wciąż są aktualne?

I ja rozumiem z czego to wynika. Odpowiedź tak lub nie popycha do pytania dlaczego?, a to z kolei jest otwarte i w tym przypadku oparte o jakieś własne upodobania.

Uzasadnienie własnego gustu wymyka się kluczowi, a w efekcie jest trudne do oceny przez opiekuna.

Jasne, na pewno można opracować tu jakiś system – w końcu uczeń odnoszący się ze swoją oceną lektury szkolnej do dzieł innych, lub udowadniający miałkość na konkretnych przykładach, powinien być bardziej premiowany. Nie jest to jednak na pewno tak zero-jedynkowe jak obecny system, choć w moim odczuciu zdecydowanie bardziej poszerza horyzonty.

Co jednak być może najważniejsze (bo i zgodne z tym powszechnie rozumianym założeniem istnienia kanonu lektur), uruchomienie w uczniakach krytycznego myślenia w trakcie lektury książki może samo w sobie stanowić dla nich powód, by przeczytać dany tytuł. Świadomość, że mam możliwość skrytykowania książki i samodzielnego odniesienia się do jej wartości, choćby w kontekście współczesnego, znanego mi świata, zamiast uznawania wszystkiego z automatu za arcydzieło, jest po prostu miła. Każdy lubi, kiedy się go słucha.

Czy należy usuwać starocie? Kanon lektur szkolnych a kultura współczesna

Idźmy dalej. Ogólna zmiana podejścia do kwestii lektur szkolnych i sposobu ich omawiania pozwala na sporą dowolność, jeśli chodzi o sam kanon. De facto, mógłby się nawet specjalnie nie zmieniać, bo nie chodzi już o to, by składał się z książek, które wszyscy mają lubić. Miałby się składać z książek, które mają powodować dyskusje. Co byłoby lepsze, niż te zakurzone, pisane archaicznym językiem klasyki, niosące jednak przy okazji wiedzę historyczną i morały? To samo w sobie rodzi spór i do tego należy dążyć – kłóćmy się! Dajmy młodym możliwość podyskutowania o rzeczywistych wadach i zaletach lektur szkolnych.

Problemem kanonu jest też pewna monotematyczność, zazwyczaj krążąca od martyrologii, przywar, do tęsknoty za krajem i polskiego bohaterstwa. Młodzi może mnie zabiją, jednak mimo wszystko uważam, że są to kwestie i wartości, które wciąż warto uczniom wpajać. Nijak się jednak mają do współczesnej kultury popularnej. Zjawisk, przez które jesteśmy otaczani na co dzień – czy to w postaci muzyki, filmu, czy też literatury właśnie.

Jeśli już kanon ma pozostawać przy starociach, to dlaczego nie wprowadzić tam tytułów, które odbiły się na tyle szerokim echem, że wciąż stanowią inspirację dla współczesnych twórców kultury masowej?

Można tu podać przykłady Draculi Brama Stokera lub Frankensteina Mary Shelley. Klasyki, literatura pisana pięknym, bogatym językiem, zahaczające też o pewne kwestie filozoficzne. A co najważniejsze, dająca czytelnikowi możliwość lepszego zrozumienia kultury, w którą większość z nas wkracza dziś dobrowolnie. Jasne, jest to często luźna rozrywka, niekiedy swoiste hobby, ale mimo wszystko pozostaje ona ważnym aspektem współczesnego świata.

Propozycje książek dla młodzieży szkolnej.

Przykłady można oczywiście mnożyć, więc nie skupiajcie się zbytnio na podanych przeze mnie gatunkowcach z szufladki z grozą. W ogóle do kwestii lektur szkolnych można podejść na bardzo wiele sposobów, natomiast rozwinąłem w tym wpisie taki luźny pomysł z wyzwoleniem uczniów spod ciężaru klucza i większą ilością odniesień do współczesnego świata. Wydaje mi się to po prostu bardziej wartościowe i jednocześnie atrakcyjne dla młodzieży niż obecny system.

Jaki Ty masz pomysł na kanon lektur szkolnych? Gdzie dostrzegasz problem i jakie książki byś wprowadził? A może wręcz przeciwnie uważasz, że szukam dziury w całym?

4 thoughts on “Szkolne lektury. Gdzie leży problem i czy kanon wymaga zmian?”

  1. Widzisz, ja się na przykład w pełni zgadzam z tym, że należy wpajać młodym ludziom pewne wartości, przekazywać historię i tak dalej. Problem leży jednak w tym, że obecny kanon lektur szkolnych zawiera często pozycje, do których młodzi ludzie nie są jeszcze gotowi. Uznają je jedynie za nudne starocie, o których wartości mogą się przekonać dopiero po paru latach. Sam to przeżyłem na własnej skórze („Zbrodnia i kara”? ohhhh co za nudne dno… *parę lat później* och jacy rosyjski pisarze są wspaniali, „Anna Karenina” to majstersztyk!) i widzę to zarówno po znajomych, jak i nawet po blogosferze.

    Niestety sięgnąć po znienawidzone za młodu pozycje może jedynie człowiek, który naprawdę w czytaniu widzi nie tylko rozrywkę, ale i możliwość samorozwoju. Nie sięgnie po nie ktoś, kto był zmuszany do czytania czegoś nudnego w jego opinii i nie mia czasu odkryć fajnych książek. W efekcie nigdy nie przyswoi sobie wartości, o których wspominasz w sposób inny niż zakucie na blachę na potrzeby kartkówki. „Jądro ciemności” dla nastolatka jest nie do przebrnięcia, opisy w „Syzyfowych pracach” są o wiele gorsze niż u Kinga (a tego się w późniejszych latach życia czyta nawet nałogowo), a Sienkiewicz miał zbyt archaiczne słownictwo. Taki jest niestety punkt widzenia nastolatków, którzy oczekują czegoś innego. Zresztą z jakiegoś powodu współczesna literatura młodzieżona, książki young adult i tak dalej różnią się baaaaaardzo, bardzo mocno od klasyki. 🙂

    1. Ten taki „rozłam” jakościowy w literaturze jest widoczny nawet nie tylko na przykładzie „dawne klasyki vs współczesne młodzieżówki”. W literaturze dla dorosłych też wytworzyły się pewne odłamy, które teoretycznie nie niosą nic wartościowego, a w praktyce sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Z jednej strony dobrze, że zachęcają do lektury, z drugiej… No cóż, co to zmienia?
      Żeby jednak nie wyjść na snoba, to horror, w którym się zaczytuję, też raczej nie zmieni mojej duszy, a w każdym razie w większości przypadków nie. Może sekret polega na nie popadaniu całkowicie w niszę i przeplataniu sobie tych pozycji czymś z wyższej półki?

  2. Zgadzam się z przedmówcą co do tego, iż większość lektur jest dla młodzieży po prostu za trudna, szczególnie dziś, w dobie szybko przyswajanych, podanych na gotowo wiadomości, zdawkowych komunikatów i ogólnie zanikającej wrażliwości ludzkiej. Osobiście dostrzegam dwa ogromne, w moim przekonaniu, błędy w obecnym systemie analizy lektur w szkołach.
    Po pierwsze – lektur jest za dużo i najzwyczajniej w świecie omawiane są na lekcjach zdawkowo, bez oparcia o kontekst historyczny, często w nudny sposób, co rodzi problem drugi – śmieszny system szufladkowania książek. Weźmy taką „Lalkę” – Wielka, genialna powieść. Doskonały, realistyczny obraz swoich czasów. Materiał do analizy na wieeele lekcji. Bogaty w symbolikę. Ale nie – sprowadźmy tę wybitną powieść do sztampowego „Wokulski – romantyk czy pozytywista?”, albo – „Idealiści na tle społecznego rozkładu”. Uważam, że lepiej przeanalizować mniej książek, a dokładniej. Dać młodzieży szansę na odnalezienie wartości, sensów. Pomijam już, że w ogóle marginalizowana jest znajomość teorii literatury. Uczeń poza znajomością treści książki powinien znać też narzędzia, którymi posłużył się jej autor, by wywołać dany efekt.

    1. Rzeczywiście, „Lalka” jest powieścią poniekąd znienawidzoną przeze mnie w szkole, a docenioną po latach za ponadczasowość i wielowarstwowość. No i trafne spostrzeżenie, że czasami mniej znaczy więcej 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *