Film Aistė Žegulytė o taksydermistach i myśliwych.

W ramach moich wczasów na Podlasiu, a przede wszystkim w ramach corocznego festiwalu SlowFest, miałem okazję liznąć filmowej niszy. Jedną z tych produkcji był całkiem jeszcze świeży Animus Animalis, czyli litewski dokument w reżyserii Aistė Žegulytė.

Film, którego raczej nie doczekacie się w sieciówkach. Chciałbym mimo wszystko dać Wam cynk, że coś takiego istnieje, a krótką recenzją przekonać, że warto na to – nomen omen – zapolować.

Animus Animalis (historie ludzi, zwierząt i rzeczy) | 2019 | recenzja filmu

Młoda reżyserka Aistė Žegulytė w swoim debiutanckim filmie pełnometrażowym skupia się na rosnącym dystansie między człowiekiem a naturą. Animus Animalis zaczyna się scenami przedstawiającymi polowanie. Następnie kamera przenosi się do pracowni taksydermistów i to właśnie im będziemy towarzyszyć przez większość czasu.

Oficjalnie film porusza problematykę uprzedmiotowienia zwierząt oraz panowania człowieka nad naturą. Sam seans każe jednak patrzeć na te zapowiedzi z pewnym dystansem.

Powiedzmy sobie wprost: brzmi to buńczucznie i górnolotnie, a sama problematyka nie wybrzmiewa z dzieła tak łopatologicznie, jak mogłoby się wydawać. W rzeczywistości Animus Animalis jest dziełem bardzo surowym, pozbawionym komentarza i oceny autorów. Bohaterowie filmu również nie mają okazji wypowiedzieć się bezpośrednio do widza, usprawiedliwić czy przekonać do swoich racji. Pod względem realizacyjnym jest to więc tzw. dokumentalna surówka – obiektyw kamery staje się oczami widza, którym przyjdzie obserwować ciekawych ludzi w ciekawych okolicznościach.

Taksydermia, myślistwo i dystans między człowiekiem a naturą. Dokument "Animus Animalis".

Jakkolwiek to nie brzmi, nie można jednak odmówić twórcom realizacyjnego kunsztu. Kadry częstokroć zachwycają – aż trudno uwierzyć, że zdjęciowiec nie poustawiał sobie tych ludzi i zwierząt. Doskonale oswojono też bohaterów z obecnością ekipy filmowej, gdyż widać, że nie czują się w żaden sposób stłamszeni. Całościowo robi to więc bardzo przekonujące wrażenie pod względem autentyczności wydarzeń. Dochodzi też do tego nutka polotu w postaci ujęć w technologii timelapse prezentujących m.in. rozkład martwego zwierzęcia. Chciałoby się, ale nie można oderwać od tego oczu.

Jest to trochę taki dzień z życia w dziwnym zawodzie, choć film oczywiście subtelnie wciąga widza na głębsze wody.

Pytanie o sens

Miałem przyjemność posłuchać rozmowy z reżyserką dzieła, która odwiedziła niedawno Supraśl. Nie ukrywa pobudek, jakie pchnęły ją do nakręcenia Animus Animalis (prace podobno trwały 5 lat!) ani swojego stosunku do prezentowanych tu rzemiosł. Co jednak najważniejsze, nie wybrzmiewa to do końca z samego obrazu. Pojawiło się tu porównanie do polskiego Pokotu i bardzo rozsądne wyjaśnienie: film Holland był mocnym manifestem, natomiast dokument Žegulytė stanowi esej.

Dom Ludowy w Supraślu. Pokaz "Animus Animalis" w ramach Podlasie SlowFest.
Dom Ludowy w Supraślu. Spotkanie z reżyserką.

Bliżej mu z pewnością do głośnego Safari Ulricha Seidla. Dokumentu równie obrazowego i mocnego, natomiast w swojej konstrukcji mniej poetyckiego. Rzadko można to napisać o filmie dokumentalnym, ale uważam, że ten rodzynek daje pewne pole do interpretacji.

Film nie ocenia. Stawia natomiast bardzo istotne pytania.

Oprócz wspomnianej wyżej smakowitej realizacji, najbardziej cenię Animus Animalis właśnie za tę taktowność i rzetelność. Autorzy inteligentnie operują kadrami i tworzą ciekawe kontrasty. Wymowne są zresztą końcowe sceny filmu. Prezentują m.in. przebieg konkursu taksydermistów, gdzie zjawiskowo wykonane, sztucznie wypchane skóry zwierząt zbierają punkty za imitowanie natury. Jak jednak ocenia je sama natura? I czy nieprzychylność w tym przypadku nie stawia dużego znaku zapytania nad sensem przedsięwzięcia?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *