Recenzja książki bizarro fiction.

Lektura Nawiedzonej waginy (o książce Carltoną Mellicka III za moment) przypomniała mi o pewnej bardzo specyficznej wytwórni filmowej. Jeśli zdarzyło Wam się w życiu natknąć na dzieła ochrzczone tak wdzięcznymi tytułami, jak Toksyczny Mściciel, Surfujący naziści muszą umrzeć czy też Barbarzyńska nimfomanka w piekle dinozaurów (to dopiero wierzchołek góry lodowej), obcowaliście z dziełami kultowej Tromy.

Amerykańskie studio zaczynało w latach 70. ubiegłego wieku od kręcenia erotyków, natomiast z biegiem lat jego założyciele odkryli swoje prawdziwe powołanie. Okazały się nimi absurdalne filmy fabularne, przede wszystkim z gatunku horroru, umiejscowione klasowo gdzieś między literkami W i Z. Oprócz śmiesznie niskich budżetów (średnio pewnie gdzieś na poziomie paczki fajek i flaszki), niezdarnego aktorstwa i kulawych efektów specjalnych, filmy Tromy cechuje coś jeszcze.

Tromeo i Julia (1996), reż. Lloyd Kaufman

Są to nietuzinkowe pomysły i absolutna miłość twórców do swojej pracy. Miłość, która bije z tych potworków szczerze i mocno. I właśnie ta szczerość i bezwstydność przez lata pozwoliła wytwórni zgromadzić całkiem sporą i oddaną rzeszę fanów. Nawet wśród reżyserów z najwyższej póki, którzy pozwalają sobie czerpać z tego specyficznego kina.

Miłośnicy historii pisanych wśród całego bogactwa ówczesnej literatury raczej nie mogli liczyć na takie rodzynki. Pozostało więc czekać, aż podobny ruch zakwitnie w świecie książki.

Bizarro fiction, czyli proza eksperymentalna

Może jeszcze słówko o autorze. Carlton Mellick III to przedstawiciel pisarskiego undergroundu z USA, który zaistniał w swoim środowisku na przełomie wieków powieścią Satan Burger. Wraz z podobnymi mu literackimi wariatami założył też wydawnictwo prasowe Eraserhead. Tam z kolei narodził się niszowy nurt bizarro fiction, którego Mellick jest znamienitym przedstawicielem.

Bizarro fiction na przykładzie książki "Nawiedzona wagina".

Czym jest bizarro? Absurdem. Groteską. Łamaniem schematów. Nieokrzesanym ciągiem myśli, prozą eksperymentalną. Nurt bywa też nazywany avant-punkiem i neosurrealizmem, a czerpie najczęściej z szeroko pojętej fantastyki. Od kilku lat bizarro jest też oficjalnie przytulany przez polskich autorów, z całkiem zresztą niezłymi efektami.

Nawiedzona wagina | Carlton Mellick III | Wydawnictwo Dom Horroru

W tej niezwykłej, choć jednocześnie krótkiej powieści, przyjdzie Wam śledzić losy szczęśliwie zakochanego Steve’a. Facet odkrywa, że z wnętrza jego dziewczyny Stacy wydobywają się niepokojące odgłosy. Choć dziewczyna zbytnio się tym nie przejmuje, nasz bohater (i narrator jednocześnie) coraz bardziej martwi się niecodziennym zjawiskiem. Sytuacja naprawdę się komplikuje, gdy pewnego razu podczas zbliżenia kochanków z waginy Stacy zaczyna wyłazić… żywy szkielet.

"Nawiedzona wagina", Wydawnictwo Dom Horroru

Sporo, jak na kilka zdań opisu, prawda? A to dopiero początek, więc nie przejmujcie się ewentualnymi spoilerami.

Kiedy trafiłem na zapowiedź tej pozycji przez Dom Horroru, zrodziły się w mojej głowie dwa pytania: co to jest? i dla kogo to?

Możliwości było kilka, w tym coś na kształt wulgarnego książkowego shockera, ale (na szczęście? hm…) Nawiedzona wagina okazała się nieco inną prozą. Z pewnością jest ciekawym przykładem przytaczanego wyżej bizarro. Obfituje w pomysły z najdalszych zakątków wyobraźni autora, jest absolutnie bezwstydna, jednak traktuje przy tym czytelnika z należytym szacunkiem. Miałem cały czas poczucie, że wydałem pieniądze na pełnoprawny produkt, a nie popis grafomanii, czego trochę się obawiałem.

Książka jest przy tym naprawdę całkiem zabawna, i to zaczynając od pierwszego zdania. Oczywiście pod warunkiem, że podejdziecie do tej pozycji z pewnym dystansem. Potem jest nawet lepiej, zwłaszcza przy szczegółowo opisanej wyprawie Steve’a do wnętrza Stacy i napotykanych problemach. Wyobraźcie sobie też scenę przygotowań do kolejnej ekspedycji, w tym zakupy w postaci krótkofalówek i śpiwora…

Nawiedzona wagina – podróż, której się nie zapomina

Powieść Carltona Mellicka III raczej nie jest raczej przykładem wyszukanego stylu czy zgrabnego operowania słowem. I nie sądzę, by była to kwestia przekładu – facet po prostu pisze przeciętnie. Do tego dochodzi trochę mało wyszukanej ekspozycji fabularnej, jak i płaskie postacie. Nawiedzoną waginę czyta się lekko i z uśmiechem na twarzy, natomiast pod względem technicznym jest tu jednak świadomość obcowania z taką literacką drugą ligą.

Inną kwestią jest jednak to, że takie pióro dobrze koresponduje z przekazywaną treścią. Mellick nie udaje nowego Mickiewicza i częstuje przede wszystkim tym, co ma najlepsze – szaloną wyobraźnią, szczerością i przaśnym humorem. Stąd też wynika moje początkowe porównanie do filmowych dzieł Tromy.

Najdziwniejsza książka roku? Dom Horroru prezentuje "Nawiedzoną waginę"!

O ile mamy trochę przykładów bizarro na polskim rynku (również w postaci przekładu zagranicznych książek), nie potrafię stwierdzić, na ile poważnie swoją pracę traktują tamci autorzy. Wiem natomiast, że tak niecodzienne dzieła jak Nawiedzona wagina przyciągają równie niecodzienny fandom. Dyskretnie się do niego przyłączam, bo spędziłem z książką bardzo miły wieczór.

Jestem bardzo ciekaw, jak powieść przyjmie się w Polsce i czy ta literacka nisza będzie jakkolwiek rosła w siłę. Należą się więc słowa uznania dla Domu Horroru za dosyć odważną decyzję wydawniczą.

Jest to obecnie być może jedyna tak wariacka i brawurowa powieść na polskim rynku. Już to więc zachęca, by spróbować się z nią zmierzyć, natomiast pewnikiem jest, że odepchnie część czytelników. Jeśli jednak poszukujecie form eksperymentalnych oraz dziwnych pomysłów przelanych na papier, w tym momencie jest to dla Was lektura obowiązkowa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *