Czym jest horror? Jak się zmieniał? Współczesne kino grozy.

Moi stali czytelnicy pewnie zdążyli już zauważyć, że najczęściej omawianym na blogu gatunkiem – czy to filmowym, czy też literackim – jest horror. Ten wpis dotyczyć będzie przede wszystkim filmów z tej szufladki. Te z kolei możemy podzielić na dwie grupki: te klasyczne, korzystające ze sprawdzonych schematów i klisz gatunkowych, a także w teorii ambitniejsze, arthouse’owe kino grozy z domieszką świeżych rozwiązań.

I uwaga, nie jest to podział na dzieła w domyśle gorsze i lepsze. Ostatnie, klasyczne do bólu Halloween okazało się rozrywką na zaskakująco wysokim poziomie. Tym samym odbieganie na siłę od sprawdzonych rozwiązań gatunkowych równie dobrze może okazać się sztuką dla sztuki. Kompletnie niezrozumiałą i irytującą dla odbiorcy. Bywa i tak.

Nie ukrywam jednak, że bardziej intryguje mnie to drugie podejście. Jakościowe wprowadzenie nowego pomysłu w pewien symboliczny sposób rozszerza gatunek filmowego horroru. O tym po prostu chce się dyskutować, choć pewnikiem jest, że opinie będą w takim przypadku różne – od zachwytów, do mieszania filmu z błotem. Przy okazji omawiania przeze mnie takowych filmów (nowa Suspiria, Hagazussa, ostatnio Midsommar) regularnie trafiam też na komentarze wprost poddające w wątpliwość ich klasyfikację gatunkową. To nie jest horror! Plakat zapowiadał coś innego! Rozczarowanie! A bo się dłużył, a bo nie straszył, a bo miał zabawne momenty.

Horror filmowy – czym jest? A czym nie jest?

Żeby nie było, klasyfikacja gatunkowa filmu to jest dosyć elastyczna sprawa. Pewnikiem jednak jest, że producenci chcą zrobić to jak najcelniej, by trafić do odpowiedniego odbiorcy i spełnić jego wymagania. O ile mi wiadomo, nie ma jakiegoś ustalonego odgórnie zbioru wyznaczników, które pozwalałyby twórcom sklasyfikować film tak, a nie inaczej. I w gruncie rzeczy mnie to cieszy.

Horror Ariego Astera - Midsommar.
Midsommar. W biały dzień (2019), reż. Ari Aster

Odgórnie narzucone wymogi (np. w filmie musi padać tyle i tyle trupów, a 60% scen powinno rozgrywać się w nocy, by nazwać dzieło horrorem) byłyby zbrodnią na ludzkiej kreatywności. Zabijaniem inwencji twórców i stawianiem niewidzialnych granic rozwoju gatunku. Wierzcie mi, nie chcemy tego.

W praktyce więc przedstawiam Wam tu, jak ja horror postrzegam. Podeprę się jednak cytatem, który jest spójny z moją wizją.

The most basic definition of horror as a genre is: fiction that aims to frighten, disturb, or unsettle its readers (or viewers).

The key word here is ‘aim.’ Why? Because fear, too, is subjective. What absolutely terrifies me might make you snicker. What keeps you awake at night might not give me a moment’s hesitation. Just think about discussing horror movies with your friends. Chances are you don’t find the same ones scary.

Annie Neugebauer, What Is Horror?

Horror nie jest filmem, który jest obiektywnie straszny. Horror to film, który CHCE straszyć (i/lub wywoływać niepokój, zmieszanie, itp.). Jeśli by się zastanowić, to kino gatunkowe (filmy grozy, ale również komedie czy wyciskacze łez) są bardzo niewdzięczne dla twórcy. Właśnie przez to założenie wywoływania konkretnych, bardzo silnych emocji, w bardzo zróżnicowanym gronie odbiorców. Postarajcie się docenić reżyserów, którzy podejmują się tego zadania, a także środki (być może wyjątkowo oryginalne), którymi się posługują.

Dlaczego horrory się zmieniają?

Ale po co zmieniać coś, co działa?, czyli kilka zdań o klasyce gatunku. I tutaj mała korekta ode mnie: działało w swoim czasie, niekoniecznie działa dziś. Horror zmienia się i dostosowuje (a przynajmniej próbuje, jak pisałem wyżej) pod współczesnego widza. W praktyce więc obecnie nie przypomina już reprezentantów gatunku sprzed lat: Frankensteina, Draculi, Nosferatu i reszty ferajny. Dlaczego?

Klasyki wyznaczyły pewne trendy i można się też do nich z powodzeniem odnosić i czerpać z nich. Czymże jest takie Crimson Peak del Toro, jak nie luźnym hołdem dla tego kina? Całkiem zresztą udanym, choć właśnie w kontekście hołdu i błyskotki, niż autentycznego przerażacza. Można więc klasykę analizować i szczerze doceniać, natomiast obecnie po prostu trzeba przełożyć to wszystko na bardziej współczesny język, bo widz nie byłby w stanie uwierzyć w świat przedstawiony w tak archaiczny sposób. Tym samym nikłe byłyby szanse na wywołanie przerażenia. Aktorstwo jest zdecydowanie over the top, scenografia wręcz stworzona pod gatunek, do tego dochodzi często deszcz, pioruny, niezbyt subtelna muzyka…

Taki przesyt był zrozumiały w swoim czasie, natomiast dawał w efekcie świat nierealny. Dziś wolimy myśleć, że groza czai się w naszym świecie. Gdzieś niedaleko, może tuż obok, a przychodzi się z nią mierzyć takim przeciętnym szaraczkom, jak my. Czy taka perspektywa nie działa na Was trochę mocniej?

Filmowy plac zabaw, czyli dlaczego warto łączyć gatunki

Skoro od wielu lat kino grozy trzyma się konsekwentnie naszego świata, dlaczego nie pobawić się konwencją? Nie dziwią już nikogo horrory rozgrywające się w przestrzeni kosmicznej – przypominam mój wpis na 40-lecie Obcego. Mieliśmy też niezłe połączenia z komedią (obie części Śmierć nadejdzie dziś, wprowadzające również ciekawy pomysł na maksymalnie przetartym szlaku). Horror za dnia? Świetnie wykonano to w Midsommar. Horror jako komentarz społeczny? Jordan Peele prezentuje To my.

Skrajne emocje wzbudzała nie tak dawno Suspiria – remake zakurzonego klasyka z lat 70. Klasyfikowanie tego dzieła jako horror taneczny byłoby oczywiście trochę śmieszne. Zwróćcie jednak uwagę, jak istotną rolę w budowaniu nastroju grozy ma w tym filmie choreografia. Mistrzowsko wykonany pomysł, ponownie zresztą wykorzystany na mniejszą skalę we wspomnianym Midsommar.

Renesans horroru - świeże pomysłu w gatunku.
Suspiria (2018), reż. Luca Guadagnino

Na czym więc polega problem? Wydaje mi się, że istotna część widzów wciąż postrzega horror schematycznie. Przez kilka dekad swoje piętno odciskały na gatunku slashery: Halloween, Piątek trzynastego, Koszmar z ulicy wiązów itp. Do tego na stałe przyjęły się historie o rozmaitych monstrach i duchach. Jeśli ta znajoma, bezpieczna konwencja zostaje zmącona obcym elementem, budzi to z automatu zmieszanie. Wciąż doskonale przyjmują się filmy budowane na jump scare’ach, a próba budowania grozy stopniowo odbierana jest jako nuda.

Ja uważam, że należy oddać gatunek w ręce twórców młodych i dać im stosunkowo wolną rękę. To zresztą aktualnie się dzieje. Horror wpadł w taką stagnację, że o ile pozostają klasyki sprzed lat kilkudziesięciu, to osobiście miałbym problem ze wskazaniem współczesnego straszaka, który będzie miał taki status w przyszłości.

Szczerze, jakie filmy z ostatnich 10 lat zrobiły na Was aż takie wrażenie, by uznać je za przyszłe klasyki horroru? Weźcie proszę pod uwagę, że musiałyby to być produkcje zgodne ze współczesnym trendem, a nie czerpiące z tych starych slasherów, bo i tak ich nie przeskoczą.

Jest ciężko. Takim znakiem naszych czasów wydają się mockumentaries, ale z długiej listy trudno wybrać choćby jedno arcydzieło. Dużo lepiej jakościowo prezentuje się na przykład Obecność i większość jej odgałęzień, ale to z kolei filmy trochę bez własnej tożsamości, w duchu starej szkoły. Ja upatruję przyszłą klasykę właśnie w tej nowej fali horrorów, która (mam nadzieję) będzie konsekwentnie kontynuowana. Jeśli jednak odbiorca nie otworzy się bardziej na te filmy, może się okazać, że twórcy nie będą już tutaj mieli tak wolnej ręki. Tym sposobem wrócimy – ponownie – do korzeni, choć póki co się na to nie zapowiada.

Współczesny horror a filmowy konserwatyzm

Gust jest jak dupa – każdy ma swoją. Odbiór filmu (tak samo jak książki, muzyki i tak naprawdę dowolnego dzieła) jest absolutnie subiektywny. Ostatnio rzeczą, jaką chciałbym zrobić, jest zabieranie komukolwiek prawa do nielubienia filmu.

Hagazussa - europejski horror
Hagazussa (2017), reż. Lukas Feigelfeld

Jednocześnie miałem na celu tym wpisem dać Wam do zrozumienia, dlaczego ja kierunek współczesnego horroru lubię i doceniam. Cieszę się, że gatunek jest eksplorowany na różne sposoby i staje się nie tylko tanim w produkcji, a świetnie sprzedającym się kinem dla mas. Okazał się polem do popisu pod względem artystycznym. Istotna jest tu też świadomość, dlaczego te filmy obecnie tak różnią się od siebie i jeszcze raz przypomnę o subiektywnym odbiorze kina gatunkowego. Filmy grozy mogą być kręcone pod różnych widzów. Mogą tym samym współistnieć i zgarniać różną publikę.

Nie widzę jednak powodu, by podważać prawilność produkcji i odbieranie jej łatki horroru dlatego, że stawia na inny sposób budowania napięcia lub bawi się gatunkiem. Nie tak to działa, Kochani. I z takim wnioskiem Was zostawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *