Starcie z "Wszechmocnym". Recenzja książki z serii Odmienne Stany Grozy.

Zgodnie z zapowiedzią pozostajemy jeszcze w świecie książkowego undergroundu. Wszechmocny Macieja Kaźmierczaka to druga z nabytych przeze mnie powieści z serii Odmienne Stany Grozy. Książki wydaje oczywiście Phantom Books Horror, które póki co bardzo pozytywnie zaskakuje.

O ile ostatnio mierzyłem się z literaturą grozy, Wszechmocny okazał się powieścią uderzającą w nieco inne tony.

Wszechmocny | Maciej Kaźmierczak | recenzja książki

Co jest gorsze: religia czy bezbożność?

Kto potrafi zadać więcej bólu: Bóg czy fanatyczny ojciec?

"Wszechmocny" - horror z cyklu Odmienne Stany Grozy wydawnictwa Phantom Books Horror.

Maciej Kaźmierczak szuka odpowiedzi na te pytania w dwóch, pozornie niezwiązanych historiach. Andrzej stara się zbudować szczęśliwe życie u boku Edyty. Utrudnia mu to odbijające się czkawką dzieciństwo pod okiem fanatycznych rodziców oraz utrata bliskiej osoby. Towarzyszymy mu przede wszystkim w trakcie bolesnych rozmów z terapeutą, jak i sypiącej się codziennej rutynie.

Dawid z kolei jest młodym księdzem. Przybywa na nową parafię z optymizmem i gotowością. Jego wiara zostaje wystawiona na próbę – najpierw przez obecnych na miejscu księży obnażających obłudę systemu kościelnego, potem przez rodzące się uczucie do miejscowej kobiety.

We Wszechmocnym znalazło się miejsce na dreszczyk grozy, jednak jak sami widzicie nie są to historie zapowiadające rasowy horror. Pod pewnymi aspektami można go podciągnąć pod weird fiction – przewija się tu w końcu mniej lub bardziej dosłowny wątek starcia z nieznanym w postaci samego Boga. Przede wszystkim dostrzegam tu chyba jednak powieść psychologiczną o wewnętrznie rozdartych, zirytowanych bohaterach, oraz coś na kształt luźnego traktatu filozoficznego.

Między piekłem a piekłem

Recenzja książki "Wszechmocny".

Maciej Kaźmierczak to autor młodziutki, ale jak na swój wiek bardzo doświadczony. Warto wspomnieć, że ma za sobą liczne opowiadania, jak i debiutancką powieść – Polowanie na kaczki. To doświadczenie i solidny literacki warsztat we Wszechmocnym daje się bezproblemowo wyczuć.

Język, podobnie jak w przypadku wspomnianego Zacisza, jest prosty i naturalny. Autor posługuje się nim jednak na tyle sprawnie, że wyciąga Wszechmocnego wysoko ponad przeciętność. Ta książka potrafi zaskoczyć czytelnika.

Jedną kwestią jest bijąca z niej intymność. Zaglądanie do głowy duchownego, tuż obok narastającej tam wątpliwości, było dla mnie na tyle nieprzyzwoite, że nie mogłem się od tych rozdziałów oderwać. Wątek Andrzeja również zasługuje na pochwałę, choć z innego powodu. To historia o rodzącym się szaleństwie, wzbudzająca niepokój i żal, ale też spuszczająca z tonu gdzie trzeba – frustracja bohatera, jak i stosunek choćby do swoich terapeutów, odebrałem jako całkiem zabawne.

Niemniej jednak najbardziej urzekają płynne przejścia między rzeczywistością, a okraszonym symboliką koszmarem. Jest tu kilka takich fragmentów i za każdym razem nie miałem pewności, kiedy dokładnie pałeczkę zaczyna przejmować szaleństwo Andrzeja. Zgrabnie wprowadzony pomysł.

Udało się tu więc zbudować dwóch pozornie różnych bohaterów, którzy bezproblemowo ponieśli tę powieść na swoich barkach. Byli dla mnie intrygujący, ale też udało mi się zrozumieć ich motywacje i wątpliwości wystarczająco, by się z nimi utożsamić.

Czytelnik vs Wszechmocny

Skutki dorastanie u boku fanatycznych rodziców w powieści Macieja Kaźmierczaka.

Nadchodzi ten moment, kiedy się czepiam. Nie mam tu na szczęście do wytknięcia konkretnych, obiektywnych baboli, a raczej rozwiązania autora, które mi osobiście, tak po ludzku, nie siadły. Pierwsze dotyczy postaci Andrzeja, która o ile całościowo mi się podoba, to w swoich rozważaniach dotyczących Boga popada w taką, no nie wiem… dziecinność? Skrajne poglądy i zgorzkniałość tej postaci były dla mnie w stu procentach zrozumiałe, natomiast bolała już trochę bezpośredniość kojarząca się z zagubionym, zbuntowanym nastolatkiem. Przypomina mi to mnie samego w wieku gimnazjalno-licealnym, a nie jest to obraz, który chciałbym pamiętać. Brak tu odrobiny wyczucia.

Ta bezpośredniość, tym razem ze strony autora, wychodzi też na ostatnich stronach książki. Jak na powieść poruszającą trudne tematy, jej finał korzysta z zaskakująco prostych rozwiązań, które też mnie zawiodły. Na tle przemyślanej, pełnej polotu i napracowania całości, końcówka wypada trochę miałko i nienaturalnie.

I w sumie tyle bólu dupy z mojej strony.

Wszechmocny to zgrabnie poprowadzona historia o skutkach fanatyzmu i trudnych relacjach rodzinnych. O bólu przeszłości i poszukiwaniu ścieżki do własnego szczęścia. To też próba rozliczenia z wiarą, jak i instytucją kościoła. Solidna, dojrzała powieść bardzo dobrze rokującego autora. Dobra robota, Panie Macieju, a przy okazji brawa dla Phantom Books Horror za wyłuskiwanie takich talentów.

Recenzja książki na blogu literackim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *