Recenzja książki "Oprawca boży" (seria Polskie Fantasy)

Wydawnictwo Fabryka Słów skrupulatnie rozszerza swoją serię Polskie Fantasy. Przekrój autorów w tym cyklu jest całkiem szeroki, bo mamy tam zarówno tuzów pokroju Jacka Komudy, jak i pisarzy mniej opierzonych. Najnowsza odsłona to jednak ponownie dzieło weterana – Eugeniusz Dębski częstuje czytelników swoim Oprawcą bożym.

Oprawca boży | Eugeniusz Dębski | recenzja książki

Wkraczamy do świata rządzonego przez licznych Bogów. Każdy z nich ma tu swoich wiernych wyznawców, natomiast nam bliżej przedstawiony zostanie jeden – mściwy N’gadufal. W trakcie powieści przyjdzie nam śledzić losy jego oddanego zabójcy Durkissa, specjalisty w swoim fachu. Stanie on przed trudnym zadaniem, które przyniesie zarówno nie tylko garść komplikacji, ale i kilka niespodzianek.

Prawda, że proste? Powieść ma zaledwie 250 stron i wcale nie widać tu zapowiedzi kolejnych tomów, co jest zaskakuje biorąc pod uwagę standardy polskiej fantastyki. Wiąże się to z dostrzegalnymi uproszczeniami w treści, natomiast postawiłem sobie w tym miejscu pytanie:

Czy to rzeczywiście jest problem?

Fantasy w pigułce?

Nie mam w zwyczaju odnosić się do innych recenzji, ale nie będę ukrywał – często je sprawdzam, zwłaszcza przed zakupem. Tak, też jestem konsumentem. Oprawca boży to co prawda wciąż świeżynka, jednak daje się już zauważyć głosy rozczarowania, zarzucające powieści Eugeniusza Dębskiego ogólną miałkość. Rozumiem, z czego to wynika. Pozwolę sobie jednak się nie zgodzić i już wyjaśniam, czym książka mnie urzekła.

Recenzja książki Eugeniusza Dębskiego. Wydawnictwo Fabryka Słowa.

Oprawca boży jest rzeczywiście powieścią, hmm… skondensowaną? Ci Wielcy gatunku mają skłonność do rozwlekania wątków, jak i lania wody w opisach. Nie mamy im tego za złe, bo idzie to w parzę z licznymi wodotryskami – barwne miejsca, epickie podróże, budowanie świata, najdziwniejsze rasy postaci.

I Oprawca boży posiada to wszystko, ale jest skromniejszy. Podróż jest krótsza, urozmaicona mniejszymi przeciwnościami losu, nie ma tu też odpowiednika drużyny pierścienia i autor skupia się przede wszystkim na dwóch postaciach ludzkich. Nakreśla je jednak odpowiednio, a i czarny charakter ma czas, by pokazać rogi.

Jak się bawić z Oprawcą bożym?

Taki zabieg ze strony autora ma oczywiście swoje konsekwencje. Faktem jest, że książka zostawia pewne odczucie niedosytu. Zaintrygował mnie świat budowany w Oprawcy bożym, przyznaję, natomiast brakowało mi trochę backgroundu. Jak dokładnie działają ci Bogowie? W jaki sposób rządzą tym światem? Skąd się wzięli? To są kwestie, które wymagałyby pewnego rozszerzenia. Można byłoby zostawić je na kolejne tomy, ale tych chyba nie ma co oczekiwać w najbliższym czasie, więc muszę traktować książkę jako całość.

Nasuwa się więc pytanie, dlaczego Eugeniusz Dębski nie rozwinął bardziej tej powieści? Nie wiem, bo miejsce na to zdecydowanie było. Chciałbym jednak, żebyście traktowali Oprawcę bożego nie jak epicką przygodę, a raczej lekkie, krótkie i łatwo przyswajalne fantasy na lato. Zapewniam, że sporo wówczas zyskuje. Myślę, że książka zda też egzamin jako taki entry level dla osób dopiero wchodzących w fantastykę. Nie sądzę jednak, że taki był jej cel, skoro pojawiła się w tej serii.

Opinia o powieści fantasy Eugeniusza Dębskiego.

Krótko o języku, bo dostrzegam tu jeszcze jeden plusik. Eugeniusz Dębski bardzo dobrze czuje się w tym gatunku i to po prostu widać. Zgrabnie dobiera słowa, choć nie popada w górnolotność. Zaskoczyła mnie naprawdę spora ilość dobrego humoru – momentami książka ociera się wręcz o poziom The Bard’s Tale, choć pod koniec uderza w poważniejsze tony.

Powieść bez zadęcia, bez zbędnej górnolotności. Krótkie, konkretne i lekkostrawne fantasy.

No i to wydanie. Wydawnictwo Fabryka Słów bardzo dba o serię Polskie Fantasy. Twarda okładka, dopieszczone ilustracje, całość przemyślana pod względem graficznym i spójna z pozostałymi pozycjami. Szanuję.

Autor nie leje wody, więc też już będę kończył. Zastanówcie się przed zakupem, czego oczekujecie od fantastyki. A jeśli już książkę macie, to może nastawcie się na coś troszkę odbiegającego koncepcją od klasyków gatunku. Dla mnie to jest takie zapracowane sześć na dziesięć – naprawdę nieźle się bawiłem, doceniam też luźne podejście i treściwość Dębskiego. Mimo wszystko uważam, że ten świat wymaga rozbudowania, którego możemy się niestety nie doczekać.

One thought on “Jak pisać fantasy bez kija w dupie? „Oprawca boży” – recenzja”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *