O naciąganiu faktów w serialu na podstawie prawdziwych wydarzeń

Miniserial Czarnobyl, którym ostatnio częstowało nas HBO, został przyjęty na tyle gorąco, że nie ma tu sensu pisać kolejnej recenzji. Napiszę Wam tylko, że mi entuzjazm również się udzielił i odliczałem godziny do kolejnych odcinków.

Po emisji ostatniej godziny materiału dało się jednak zauważyć opinie gaszące ogólną podnietę. Nie chodzi tu rzecz jasna o realizacyjne braki czy jakiegoś rodzaju spadek jakości. Chodzi raczej o różnice między historycznymi faktami, a fabułą serialu, który został przecież mocno oparty na prawdziwych wydarzeniach i losach istniejących ludzi.

Historia i fakty a miniserial produkcji HBO.

Przyjrzyjmy się więc przykładowym nieścisłościom i zastanówmy, czy takie różnice rzeczywiście należy traktować jako wadę w dziele filmowym.

Czarnobyl – fakty historyczne a serial HBO

Nie gwarantuję, że to wszystko (prawdopodobnie nie), ale oto widoczne różnice między serialem Czarnobyl a rzeczywistością (SPOILERY):

  • postać Ulany Khomyuk została wymyślona na potrzeby serialu
  • Legasow i Szczerbina dotarli na miejsce wybuchu osobno, a nie jak w serialu razem
  • do wypadku z udziałem helikoptera naprawdę doszło później i w innych okolicznościach
  • jednostek straży pożarnej gaszącej elektrownię po wybuchu było mniej niż zaprezentowano
  • misja wypompowania wody ze zbiorników nie była aż tak niebezpieczna, jak w serialu
  • nie wszyscy górnicy pracowali na golasa
  • ogólnie życie prywatne postaci (np. prawdziwy Legasow nie był samotnikiem)
  • proces w finałowym odcinku został uproszczony i podkoloryzowany (posiedzeń było znacznie więcej, skazano więcej osób, nie cechowały się też taką dramaturgią)

I tak dalej, i tym podobne. Największy rozgłos zyskała kwestia serialowego procesu z ostatniego punktu, co rozbudziło już u niektórych snucie teorii i doszukiwanie się dziur. Jeśli Wam na tym zależy, odsyłam do google, bo niejeden portal już o tych różnicach pisał. Nie znajdziecie jednak już chyba większych sensacji, więc ja przechodzę dalej i zadaję pytanie: czy autorzy serialu Czarnobyl zgrzeszyli i czy należy ich z tych nieścisłości rozliczać?

Historia a fabuła

Pierwsza kwestia, o której widzowie często zapominają, to fakt, że Czarnobyl nie jest serialem stricte historycznym. To raczej serial fabularny oparty na prawdziwych wydarzeniach, a już to w teorii daje twórcom spore pole manewru. Pole, którego moim zdaniem celowo nie wykorzystują.

W porównaniu z innymi dziełami z tej szufladki, serial HBO jest naprawdę mocno związany z faktami. Prawdziwe postacie (ze wspomnianymi, uzasadnionymi wyjątkami), zgodne z wyglądem swoich odpowiedników (jakimś cudem nie podkoloryzowano nikomu skóry), do tego kapitalnie odtworzona scenografia, a i sam przebieg historii również nie zaburza ogólnego odbioru.

Po co więc te drobne odstępstwa od faktów?

Dzieło i jego rola – po co nakręcono Czarnobyl?

Główne pytanie: po co zabrano się za ten projekt? (albo dowolny inny)

Zgodność z faktami w miniserialu "Czarnobyl".

Pomijając podstawowe kwestie życia i śmierci, tj. zarobienia pieniędzy i aktualizacji oferty HBO, z serialem (jak i innym dziełem filmowym jako takim) wiąże się zawsze jakiś pomysł wyjściowy. I nie, nie trzeba o to pytać twórców. Jeśli jest taka potrzeba, to serial po prostu jest źle napisany.

Czarnobyl jest przypadkiem, który pod tym względem broni się doskonale i zamysł autorów widać w nim jak na dłoni.

Oni zadają pytania, które mogą sobie stawiać osoby spoza Europy, widzowie znający temat pobieżnie lub po prostu młodsze pokolenia.

  • dlaczego doszło do tej katastrofy?
  • kto za nią odpowiada?
  • jakie są jej faktyczne konsekwencje i rozmiar?

Powiedzmy, że jeśli ktokolwiek dorosły po raz pierwszy usłyszał o tej historii dzięki HBO, to można poddawać w wątpliwość, że urodził się na tej planecie. Niemniej jednak wydaje mi się, że nie ma (tudzież nie było do tej pory) wielu osób, które byłyby w stanie precyzyjnie odpowiedzieć na powyższe pytania. Przyznaję więc, że ja liznąłem w trakcie seansu sporo wiedzy.

Ma to dodatkową, niepodważalną zaletę. Żyjemy w czasach poszukiwania nowych rozwiązań i ciągłego, podskórnego napięcia powodowanego rozmaitymi zagrożeniami z tym związanymi. Omawiany tytuł to katastrofa z udziałem zaledwie jednego reaktora gdzieś tam na zadupiu, a której skutki są odczuwalne do dziś. Katastrofa, której można też było łatwo uniknąć. Wchodzi tu więc nam temat podnoszenia świadomości szarego Kowalskiego, który być może zachce mieć na oku, co dzieje się w jego okolicy i czy nie istnieje tam zagrożenie z powodu jawnych zaniedbań.

Cel uświęca środki

Górnolotnym byłoby twierdzić, że Craig Mazin i jego ludzie zmieniają świat, natomiast katastrofa w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej tak bardzo odbiła się czkawką, że wypada o niej pamiętać.

Wychodzi tu też oczywiście pewna ponadczasowość i główna myśl serialu – jeśli prawda nie wyjdzie na jaw, historia się powtórzy. Można ją sobie podczepić pod dowolny wagonik.

Miejcie też na uwadze, że język filmowy rządzi się swoimi prawami. Nie można rozciągać końcówki na kilkanaście rozpraw, bo widz zdechnie z nudów. Napięcie i dramatyzm należy czasami podkręcić i zaangażować odbiorcę. Nie należy wprowadzać multum postaci drugo- i trzecioplanowych, które miały w rzeczywistości wpływ na sprawę, bo nie będzie tu czasu na ich odpowiednie zarysowanie. Lepiej skupić się na kilku, które będziemy mieli czas polubić.

Czy miniserial HBO musi być zgodny z prawdą?

Dzięki temu udało się tu nakręcić serial zadowalający pod względem artystycznym. Zachęcający, by zostać z nim do ostatniego odcinka i poznać historię do końca. Przy okazji całość doskonale sprawdza się pod tym względem edukacyjnym – widz rzeczywiście poznaje najważniejsze wątki związane z katastrofą w Czarnobylu. Ba, i to z kilku perspektyw. Streszczając serial, streszczamy jednocześnie historię. Poznajemy role kluczowych ludzi jak Legasow, Szczerbina i Diatłow, a także wpływ zbrodniczego systemu. Dochodzą do tego kwestie czysto medyczne (przebieg choroby popromiennej) i ciekawostki w postaci likwidatorów czy bio-robotów.

To potężny zastrzyk wiedzy jak na zaledwie 5 godzin seansu.

Katastrofa w Czarnobylu i jej rola w popkulturze

Już w ramach podsumowania dodam, że urzekło mnie nowe światło, jakie serial HBO rzuca na tragiczne wydarzenia z perspektywy popkultury. Dotychczas Czarnobyl eksplorowany był głównie jako miejsce po wybuchu, podkoloryzowane postaciami mutantów i motywem przetrwania. Mieliśmy kultową już grę STALKER, mieliśmy też filmowy horror Reaktor strachu. Cały ten kult, jaki powstał wokół zony i eksploracji miejsca wyludnienia, stanowił też przecież inspirację dla innych tytułów.

Kto by się spodziewał, że największym echem odbije się fabuła, którą oparto przede wszystkim na prawdzie? Osobiście czuję już pewne zmęczenie zoną, więc ciekaw jestem, czy taki sposób poprowadzenia akcji będzie stanowił inspirację dla innych twórców. Może historyczny dramat sądowy rozszerzający wątek procesu? A może coś więcej z perspektywy strażaków, nawiązując do World Trade Center Olivera Stone’a?

Jest tu chyba jeszcze trochę nieotwartych furteczek, niekoniecznie prowadzących do szeroko pojętej fantastyki i postapo.

Czarnobyl - Chernobyl - serial HBO a fakty historyczne
Walerij Legolasow dziękuje za Twoją uwagę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *