Recenzja książki "Ćma" - weird fiction Jakuba Bielawskiego.

Książka, o której napisali już wszyscy, więc wiecie, że warto. Zamiast klasycznej recenzji (a jednak trochę w jej ramach) postaram się spojrzeć na Ćmę Jakuba Bielawskiego w troszkę szerszym kontekście. O czym jest ta książka? Dla kogo jest ta książka i czy można ją jakkolwiek zaszufladkować?

No i jak odnajdzie się w weird fiction fan szeroko pojętej literatury grozy?

Weird fiction – co to jest i po co to komu?

Już na tym etapie zaczynają się schody, bo zdefiniowanie weird fiction to nie są rurki z kremem. Nie jest to sam w sobie pełnoprawny gatunek, a raczej podgatunek fantastyki. Rozkwitał na przełomie XIX i XX wieku wraz z twórczością takich pisarzy jak Arthur Machen czy Howard Phillips Lovecraft – jego największy przedstawiciel. W Polsce można pod ten nurt podciągnąć twórczość Stefana Grabińskiego.

Ćma - powieść w gatunku weird fiction.

Wspomniany wyżej Lovecraft w eseju Supernatural Horror in Literature opisuje tę szufladkę w następujący sposób:

The true weird tale has something more than secret murder, bloody bones, or a sheeted form clanking chains according to rule. A certain atmosphere of breathless and unexplainable dread of outer, unknown forces must be present; and there must be a hint, expressed with a seriousness and portentousness becoming its subject, of that most terrible conception of the human brain—a malign and particular suspension or defeat of those fixed laws of Nature which are our only safeguard against the assaults of chaos and the daemons of unplumbed space.

W przeciwieństwie do szeroko rozumianego, współczesnego horroru – bo i z horrorem najczęściej weird fiction się utożsamia – krew, trupy czy wzbudzające dreszczyk, przerysowane otoczenie schodzą na drugi plan. To jest mental, jak powiedziałby Mateusz Borek.

Weird powinno wiązać się z wywoływaniem w czytelniku nieprzyjemnej atmosfery duszności i osaczenia, narastającego napięcia i subtelnie ukazującej się obecności sił nadprzyrodzonych.

Tym samym uważam, że próba wejścia w ten podgatunek wymaga od autora nie lada wyobraźni i umiejętności. Moim zdaniem znacznie wykraczających poza popularny segment literatury z dreszczykiem.

Można na tym etapie wspomnieć o new weird. Jak łatwo się domyślić, w teorii to odgałęzienie nawiązuje do klasyków weird, jednak powstaje współcześnie. W praktyce jednak autorzy new weird bawią się słowem przede wszystkim poprzez mieszanie ze sobą elementów fantastyki: horroru, science fiction i fantasy. Keine Grenzen!

Choć naturalnym wydawałoby się, że tegoroczna Ćma Jakuba Bielawskiego zadziwi raczej w tym kierunku, uważam, że znacznie bliżej tej książce klasykom. Nie oznacza to jednak, że młody autor nie bawi się gatunkiem.

Ćma | Jakub Bielawski

Jakub Bielawski i jego "Ćma" - recenzja książki.

Informacja wydawnictwa na okładce książki jest sama w sobie dosyć enigmatyczna:

Dolnośląska prowincja w pierwszych latach XXI wieku. Poniemieckie miasteczka więdną w posępnym cieniu Gór Sowich. Tutaj ludzie umierają na życie. Może to coś w wodzie, albo w powietrzu? Dawnych mieszkańców tych okolic wyrwano z korzeniami, a trzecie pokolenie polskich przesiedleńców wciąż niepewnie bada niegościnny grunt. Bardziej przypominają w tym chwasty niż ludzi. Najmłodsze z latorośli muszą się jednak zmierzyć z trudną i straszną historią regionu. W miejscu, gdzie ludzie odwracają wzrok od zachodzącego słońca, przyjdzie im spojrzeć w puste oczy ciemności. Jakie sny będą śnić, kiedy miast kołysanki usłyszą tylko cichy szelest łuskowatych skrzydeł tysięcy ciem?

Trudno o opis, który bardziej mówiłby zarówno wszystko i nic. Lubię konkrety, więc warto tu jeszcze dodać, że głównymi bohaterkami Ćmy są Kaja i Nina. Sama powieść rozgrywa się na początku XXI wieku i skupia się przede wszystkim na rozwijaniu specyficznej relacji między tymi nieco problematycznymi, podminowanymi nastolatkami.

Ćma – weird fiction doskonałe, ALE…

Biorąc pod uwagę sposób przedstawiania książki Jakuba Bielawskiego w mediach (horror, groza, weird fiction, uuuu…), ogólny balans zaskakuje. To jest też powód mojego ALE – momentami miałem wrażenie, że Ćma za bardzo odsuwa się od swojego gatunku. Wiem, może to być zabieg celowy, ale mogę tu pisać wyłącznie o swoich odczuciach i oczekiwaniach.

Całość jednak wynagradza czytelnikowi cierpliwość z nawiązką, gdy zaczynają d z i a ć s i ę r z e c z y. Książka skrywa w sobie olbrzymie pokłady miodności, które doceniam właściwie z każdym kolejnym dniem po lekturze. Ćma nie jest więc weird czystym, ale jest jednocześnie weird wysokim jakościowo. Składają się na to w moim odczuciu przede wszystkim dwie rzeczy:

Język

Bielawski to jest króla języka, tak jak lew jest król dżungli. Nie chodzi mi tu do końca o jakąś kwiecistość, a raczej swego rodzaju elastyczność. Akcja rozgrywa się współcześnie, w specyficznym kręgu ludzi, a głównymi bohaterkami są tu nastolatki-alternatywki. Daje to pewne pole do popisu dla autora, prawda? Język jest więc często potoczny, mocny, autor się nim bawi, by na kolejnych strona w bardzo zgrabny sposób przejść do formy surowszej, właściwszej w budowaniu grozy.

Warto wspomnieć o ciekawej narracji. Prowadzona jest z trzeciej osoby, natomiast nie jest to suchar i narrator sam jest zdolny do zabawy słowem. Co więcej, jest on ściśle związany z naszymi bohaterkami. Tym samym otrzymujemy tu częste, precyzyjne opisy myśli i uczuć. Z jednej strony, owszem, kluczowe w budowaniu wspomnianej narracji, z drugiej jednak niezwykle istotne, przynajmniej w moim odczuciu, w szufladce weird.

Recenzja powieści Jakuba Bielawskiego.

Sytuacja człowieka obcującego z nieznanym nie miałaby tu odpowiedniego wydźwięku, gdyby Bielawski nie zajrzał do główek swoich bohaterek wystarczająco głęboko. Te kluczowe dla podgatunku fragmenty bywają więc enigmatyczne, nieprecyzyjne, w pewien sposób rozedrgane. Smacznie wprowadzona nutka rodzącego się szaleństwa.

Świat

Strach i szaleństwo swoją drogą, ale wszystko musi z czegoś wynikać. Główną siłą Ćmy było dla mnie nie tyle samo umiejscowienie akcji, co kapitalnie zarysowane otoczenie.

Trzeba Bielawskiemu oddać, że książkowe Góry Sowie wywołują skrajne uczucia – odrzucają dusznością i nieprzyjazną aurą, a jednocześnie przyciągają zapomnianą tajemnicą, mocą i mitycznością.

Mitycznością i mocą, które powieść ledwie dotyka. Praktycznie ich nie eksploruje, a jednocześnie ta niewielka porcja atrakcji, krótka przejażdżka bez trzymanki, wystarcza w zupełności, by wywołać w odbiorcy dyskomfort i przytłoczenie. To miejsce żyje i żyło od zawsze, a czytelnik w trakcie lektury czuje to wręcz podskórnie.

Na tym szczeblu Ćma w fantastyczny sposób nawiązuje do wspomnianych wyżej klasyków i myślę, że zadowoli miłośników prozy Lovecrafta.

Wracając do języka, z mowy potocznej częstokroć szybko (choć płynnie) przechodzi w barwne opisy. Lubię ostatnio przytaczać Orzeszkową i mógłbym to zrobić i w tym przypadku. Jeśli po Nad Niemnem nie wierzycie już, że opis przyrody i otoczenia może być angażujący, Ćma to zmieni. Nie mogę wyjść z podziwu, jak urzekająco można opisać las, a jednocześnie dyskretnie oddać ukrytą w nim, niepojętą energię. Tak to się robi.

Horror roku 2019?

Cieszy mnie tak ciepłe przyjęcie Ćmy, bo też weird fiction jest w swojej formie pewnego rodzaju niszą. Wydawca, jako ten od horrorów, chyba troszkę ryzykował wychodząc z powieścią tak odważnie do ludu i mimo wszystko podpinając ją pod wagonik z grozą.

Nie postrzegam tej pozycji jako horror. Na pewno odbiega pod tym względem choćby od prozy Lovecrafta, a chyba też jako czytelnik niezaznajomiony z Bielawskim właśnie na to się nastawiałem. Nie jest to jednak dla mnie powodem do rozczarowania, a pewnego rodzaju zaintrygowania.

Ćma pokazuje, jak daleko weird fiction może stać od powszechnie rozumianego horroru, zachowując jednak najciekawsze cechy dla podgatunku.

Polskie weird fiction? Lovecraft, Bielawski i "Ćma".

Chciałem to tu podkreślić, bo nastawiając się na klasykę można się Ćmą po prostu rozczarować. Jest to pozycja dosyć trudna, bawiąca się sama ze sobą, ale też wynagradzająca cierpliwość. Doskonale pokazuje kunszt autora i w tej chwili nadchodzący powoli Dunkel jest dla mnie chyba najbardziej wyczekiwaną pozycją książkową. Choćby dlatego, że zwyczajnie nie mam pojęcia, czego po Jakubie Bielawskim się spodziewać. O jakim autorze jesteście w stanie powiedzieć coś takiego?

A, no i wydanie. Wydawnictwo Vesper znowu rozpieszcza swoich czytelników. Jest twarda oprawa, jest ciekawa graficznie i dopracowana okładka. Świetne, czarno-białe ilustracje Macieja Kamudy. Będzie to perełka na Waszych półkach, zapewniam.

4 thoughts on “„Ćma” – renesans polskiego weird fiction? O powieści Jakuba Bielawskiego”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *