Recenzja książki "Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót" Stefana Dardy.

Stafan Darda pod względem płodności wyrasta nam na nowego Mroza. I miejmy nadzieję, że tylko pod tym względem. Ledwie trzy miesiące po kooperacyjnym Cymanowskim Młynie uznany autor wkracza pod skrzydła Wydawnictwa Akurat i prezentuje nowy cykl. Przebudzenie zmarłego czasu to, ponownie, intrygująca hybryda gatunkowa podzielona na 4 tomy.

Powrót, dostępny od 15 maja, jest pierwszym z nich.

Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót | Stefan Darda | recenzja książki

Akcja powieści rozgrywa się w Przemyślu. Stefan Darda przedstawia nam losy Kuby Domaradzkiego, który wychodzi z więzienia po kilkuletniej, prawdopodobnie niesłusznej odsiadce. W dniu opuszczenia ciupy wujek młodego mężczyzny popełnia nagłe, niespodziewane samobójstwo, a nam przyjdzie śledzić próbę wyjaśnienia tego zajścia ze strony bohatera.

W tle pojawiają się próby ułożenia życia od nowa, ale również magiczne amulety, szereg tajemnic i próba odwrócenia losu.

Stefan Darda - "Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót".

Z mojej strony wiązały się z tym tytułem nie tyle oczekiwania, co po prostu ciekawość. Wspomniany Cymanowski Młyn pozostawiał niestety sporo do życzenia, więc zastanawiałem się, jak Przebudzenie zmarłego czasu będzie w sobie łączyło gatunki. W tym przypadku najbardziej rzucają się w oczy kryminał, horror oraz taka niezobowiązująca powieść historyczna skupiająca się na Przemyślu. Ku mojemu zadowoleniu, Pan Darda solo radzi sobie co najmniej dobrze.

A moży sy przemyśl Przemyśl

Fajnym pomysłem okazuje się osadzenie akcji w Przemyślu. Miasto jawi się jako ciekawe, bo i raczej niewykorzystywane w literaturze, jak i popkulturze ogółem. Opisy Stefana Dardy są na tyle barwne, że miejscówki z łatwością można zobaczyć oczami wyobraźni, a całość ubarwiona jest licznymi ciekawostkami – mniej lub bardziej prawdziwymi. Jest nawet postać drugoplanowa mówiąca gwarą przemyską. Nie zapominajmy, że jest to wciąż fikcja, natomiast przyznaję, że zachęciła mnie do zainteresowania się samym miastem.

Jako miszmasz gatunkowy pierwszy tom Przebudzenia zmarłego czasu wypada również bardzo zgrabnie. Zdecydowanie bardziej wybija się tu kryminał w postaci śledztwa na własną rękę. Horror jako taki, tudzież elementy fantastyczne, tworzą przede wszystkim tło sprawy i nadają jej takiego fajnego, mistycznego sznytu. Być może mocniej wyjdzie to w kolejnych tomach, choć osobiście nie odczuwam takiej potrzeby.

Czy muszę pisać o kwestiach technicznych, czysto pisarskich? Stefan Darda zdaje się zmierzać w kierunku takiego rodzimego Stephena Kinga. Obaj autorzy piszą bezpretensjonalnie, w sposób luźny i przyjemny dla oka. Dochodzą do tego dobrze zbudowane, dające się lubić postacie oraz odpowiednie tempo akcji. Jakkolwiek gusta bywają różne, to trudno mi sobie wyobrazić, aby kogoś nowa książka Pana Dardy przez te nieco ponad 300 stron znudziła. To się czyta naprawdę sprawnie i ze sporym zainteresowanie.

Czy warto przeczytać książkę "Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót"?

Przebudzenie zmarłego czasu a kwestia wydawania książki na raty

Jest tak naprawdę jedna rzecz, która w Powrocie mi nie leży. Jak już wspomniałem, jest to początek nowego cyklu Stefana Dardy i tym samym pierwszy z zaplanowanych czterech tomów. O ile wydawanie powieści w częściach nie jest żadną nowością i samo w sobie mi nie przeszkadza, to ma się w tym przypadku to wrażenie, że książka sama w sobie jest aż nazbyt świadoma tego zabiegu.

Chodzi mi o to, że mimo swoich niepodważalnych zalet, nie broni się jako osobny twór. Brakuje tu trochę więcej napięcia na tych, powiedzmy, ostatnich pięćdziesięciu stronach, jak i wyraźniej zaznaczonego finału z niedopowiedzeniem, które zachęcałoby do sięgnięcia po nadchodzącą dwójeczkę. I owszem, po lekturze nadal jestem zachęcony, ale mam też poczucie takiego niewygodnego niedosytu.

Ma się tu to poczucie urwanej historii. Bardzo udanej, ale jednak niedokończonej. Kwestia do przemyślenia przy kolejnych tomach.

Tradycyjnie słówko o wydaniu. Przebudzenie zmarłego czasu to bodaj pierwsza współpraca Stefana Dardy z Wydawnictwem Akurat. Książka prezentuje się przyzwoicie, choć bez fajerwerków. Miękka okładka ze skrzydełkami, notka o autorze, sensowny opis zawartości. Trochę kuleje front, bo nazwisko pisarza wyróżniono tak, że wygląda na tytuł, a z kolei zdjęcie sprawia wrażenie trochę przypadkowego. Nie można pójść bardziej w stronę tego Przemyśla, skoro pełni tu tak ważną rolę? Do przemyślenia.

Recenzja książki Stefana Dardy.

Chyba nie mam więcej do dodania. Mam za sobą kilka bardzo miło spędzonych wieczorów i wypatruję dalszych losów Jakuba. Wydawnictwu dziękuję za przekazanie egzemplarza do recenzji, a Was odsyłam do księgarni. Fani twórczości Pana Dardy nie będą rozczarowani.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *