Debiut literacki Macieja Marcisza. Recenzja książki.

Kwiecień miesiącem debiutów? 2019 rokiem debiutantów? Takie odnoszę ostatnio wrażenie, bo niemal każda kolejna książka, która przyciągnie moje gały (okładką czy opisem), okazuje się jednocześnie pierwszą w dorobku autora. I są to debiuty zaskakująco smaczne.

Do tego zacnego grona dołącza też Maciej Marcisz, którego Taśmy rodzinne możecie nabyć od 24 kwietnia. Wydawnictwo W.A.B. chyba dostrzega w tej powieści obyczajowej potencjał, bo w mediach promocja hula sobie całkiem sprawnie. Na pierwszych stronach znajdziecie też ciekawostkę w postaci opinii moich kolegów po fachu, z zawodu influencerów. Sprawa wygląda poważnie.

Co skrywa ta piękna okładka?

Taśmy rodzinne – Maciej Marcisz

Debiutancka powieść obyczajowa.

Bohaterem Taśm rodzinnych jest Marcin Małys – wywodzący się z zamożnej rodziny 30-latek, którego poznajemy na życiowym zakręcie. Nie jakimś ostrym i nie niespodziewanym, a raczej długim, męczącym i nieuniknionym. Jest niespełnionym zawodowo artystą, ma przerastające go długi i sporo kwasu w rodzinie. Co więcej, nie otrzyma od ojca obiecanego i tak wyczekiwanego majątku – być może jedynego ratunku. Małys wsiada do pociągu i rusza do domu rodzinnego, by naprostować relacje z bliskimi.

Jak na ledwie 300 stron tekstu, Taśmy rodzinne to obyczajówka imponująca złożonością i wielowątkowością. Dosyć szybko odrywamy się od Marcina i śledzimy losy jego ojca – od trudnego dzieciństwa, przez młodość i pęd do sukcesu, aż do zbudowania pozycji i majątku.

W efekcie mamy tu więc do czynienia z imponującą rozmachem sagą rodzinną, w dużej mierze osadzoną w latach 90. – erze VHS-sów. Motyw kaset wideo przewija się (hehe) tu zresztą wielokrotnie i w różnej postaci. Stanowią natomiast zaledwie składową historii o trudnych relacjach rodzinnych, pieniądzach, konsumpcjonizmie i jego cenie, którą przyjdzie bohaterom płacić po latach folgowania.

Czy znajdziesz siebie na Taśmach rodzinnych?

Czy warto przeczytać "Taśmy rodzinne"?

Powieść Macieja Marcisza urzeka na wielu płaszczyznach. Zaczynając od tej zewnętrznej, sprawdza się jako swoisty gimmick, podróż w czasie do lat 90. Myślę, że szczególnie urzekająca dla mojego pokolenia, które dorastało w tamtym okresie. Pojawiają się karkołomne wojaże na Zachód, wypożyczalnie kaset z akcyjniakami czy zwiedzanie hurtowni pachnących produktami, które wówczas dla przeciętnego Kowalskiego były nieosiągalne. I tę magię, specyficzny urok, udało się na papier przelać wzorowo – powieść przywołała wspomnienia i uczucia, o których zdążyłem zapomnieć.

Z tego miejsca można płynnie przejść do strony technicznej. Marcisz debiutuje jako pisarz wyrazisty, operujący klawiaturą sprawnie i zdecydowanie po swojemu. Bardzo zgrabnie wplata w treść błyskotliwy humor w postaci srogich dawek ironii. Trafia do mnie w stu procentach – od dawna nie rechotałem przy książce. Tym samym trochę żałuję, że w kolejnych rozdziałach humor wyraźnie się ulatnia, natomiast historia uderza w coraz poważniejsze tony. W innej sytuacji mogłyby wybrzmieć słabiej, więc jestem w stanie to zrozumieć.

Niech to jednocześnie poświadczy, że możemy tu mieć do czynienia z twórcą elastycznym. Jestem bardzo ciekaw, co autor zafunduje nam po Taśmach rodzinnych.

Poza kadrem

"Taśmy rodzinne" - debiut literacki.

Książka jest intymna, a jednocześnie niezwykle uniwersalna i wydaje mi się, że każdy dostrzeże tu kawałek siebie. Nie mogę o niej napisać, że niesie świeże przemyślenia i wartości. Pieniądze szczęścia nie dają, rodziny się nie wybiera, z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach, kwestie dbania o to całe domowe ognisko – to wszystko się tu przewija.

Na przestrzeni lat te prawidła straciły na wartości, bo przemieliło je Hollywood i nadało zbyt górnolotny wydźwięk. Jako odbiorcy, trudno się z nimi utożsamić. Maciej Marcisz w Taśmach rodzinnych wymyśla poniekąd koło na nowo i sprowadza prawidła na ziemię. Postacie są świetnie zarysowane, w relacjach nie ma nadmiernego dramatyzmu, możemy się z tym wszystkim zidentyfikować, dotknąć, poczuć na własnych kościach. To jest największą wartością tej powieści, a przy okazji chyba samego autora – znakomicie trafia do odbiorcy przez tę przyziemność.

Taśmy rodzinne to debiut wysokiej jakości i, pozostając jeszcze przy tej ziemi, po prostu mocne gówno. Wnosi nutkę polotu do polskiej literatury obyczajowej, ma na siebie pomysł i przy okazji doskonale się czyta. Moim zdaniem lektura obowiązkowa.

Jak wypada debiut Macieja Marcisza? Nowa powieść obyczajowa.

2 thoughts on “Co skrywają „Taśmy rodzinne”? Powieściowy debiut Macieja Marcisza”

  1. Nie ma to jak książka w plenerze!
    Cudowne zdjęcia, pozdrawiam Panie Mateuszu i pomyślności życzę : )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *