Problematyka serialu "Trailer Park Boys".

Kanada w świadomości mieszkańców innych krajów jawi się raczej jako miejsce, w którym nie dzieje się zbyt wiele. Jest mimo wszystko szereg rzeczy, za które Kanadyjczykom możemy podziękować. Od 2001 roku na tej krótkiej liście, tuż obok syropu klonowego, zaszczytne miejsce zajmują Chłopaki z baraków.

Jak na ironię, serial Mike’a Clattenburga zupełnie odcina się od tego popularnego wizerunku Kanady jako kraju ludzi uczciwych, spokojnych i, powiedzmy sobie szczerze, dosyć nudnych. To z pewnością stoi też, przynajmniej częściowo, za olbrzymią i niesłabnącą popularnością Trailer Park Boys. Sam fakt umiejscowienia akcji serialu na osiedlu barakowozów i pokazania jak taka społeczność funkcjonuje daje spore pole do manewru i przyciąga uwagę widza.

Sunnyvale to jednak przede wszystkim miejsce ludzi walczących zarówno o przetrwanie, jak i swoje zadziwiająco skromne marzenia. Częstokroć jedno z drugim ściśle się wiąże.

"Chłopaki z baraków" na poważnie.
Ciekawostka: gościnny występ w serialu zaliczył polski malarz – Zdzisław Beksiński.

Nieszczęścia chodzą trójkami – bohaterowie Chłopaków z baraków

Głównymi bohaterami i jednocześnie tytułowymi Chłopakami z baraków są Julian, Ricky i Bubbles.

Pierwszego z nich można uznać za przywódcę paczki. Sprawia wrażenie najbardziej ogarniętego życiowo, posiadającego umiejętność realnej oceny sytuacji i jakiegokolwiek planowania.

Ricky to osiedlowy idiota bez skończonej szkoły. Skutkuje to częstym przekręcaniem trudniejszych słów, ale również brakiem jakichkolwiek kwalifikacji. Za swój jedyny talent uważa hodowanie świetnego zioła i z tym wiąże swoją przyszłość. Poznajemy też jego niedoszłą żonę Lucy i ukochaną córkę Trinity, dla której jest w stanie zrobić wszystko.

Bubbles to wrażliwiec w absurdalnie grubych okularach. Mieszka w szopie, a zajmuje się kradzieżą i renowacją wózków sklepowych oraz opieką nad miejscowymi kotami. Bohater niepozorny, choć często wykazujący się rozsądkiem, moralnością i błyszczący dobrym pomysłem.

Postacie są wyraziste, narysowane stosunkowo grubymi krechami, natomiast fantastycznie wpasowują się w komediową konwencję. Mimo różnic w charakterach, łączy je przede wszystkim przyjaźń, optymizm i determinacja w dążeniu do realizacji marzeń.

Trailer Park Boys na poważnie - analiza serialu.

Wszystkie drogi prowadzą do więzienia – problematyka serialu

Perhaps this is what Mike Clattenburg means when he says that the show is about the characters playing the cards they are dealt. If the cards do not change, the hand plays out the same. That is, unless one of them learns to bluff.

Dean DeFino w swoim tekście przytacza słowa samego twórcy serialu, co jeszcze wyraźniej uwypukla problem Chłopaków z baraków. Bohaterowie praktycznie drepczą w kółko – nie czynią postępów, nie stają się lepsi, nie odnoszą sukcesów. Nie jest to jednak wina lenistwa scenarzysty czy braku pomysłów, a celowy zabieg. Julian, Ricky i Bubbles są po prostu ofiarami – zarówno pozbawionego perspektyw osiedla, jak i nieskutecznego systemu resocjalizacji.

Dorastanie w szkodliwych warunkach zaowocowało przyjęciem panujących w Sunnyvale zasad, czyli walką o przetrwanie poprzez jawne łamanie prawa. Problem rodzi problem, a gdy te zaczynają się piętrzyć i samowolka osiąga nieprzyzwoity poziom, kolejny sezon kończy się odesłaniem bohaterów do więzienia. Popełniane przestępstwa (a w każdym razie te, z których bohaterowie są rozliczani) są stosunkowo błahe, więc nasi recydywiści po kilku miesiącach wracają na stare śmieci i ponownie starają się jakkolwiek funkcjonować w szkodliwym otoczeniu.

Można ten zabawny zabieg traktować jako krytykę systemu prawa czy sądownictwa, bo pobyt w pierdlu ma przecież na celu nie tylko odseparowanie przestępcy, ale i resocjalizację, tj. przystosowanie do życia w społeczności. Ta zmiana w bohaterach nie zachodzi i jest to poniekąd zgodne z rzeczywistością – większość przestępców wraca na drogę występku.

Nie jest to jednak krytyka całkowicie jawna, bo na dobrą sprawę nie wiemy do końca, co dzieje się między sezonami, a więc w czasie odsiadki. Może więc kanadyjski system resocjalizacji nie może być lepszy, a to chłopcy są wybitnie odporni na naukę?

Analiza i problematyka serialu "Chłopaki z baraków".

A jeśli największą winę ponosi tu społeczność Sunnyvale – być może jedyna, jaką poznali? I być może jedyna, w której jakkolwiek potrafią funkcjonować, więc tym samym nie są w stanie zamieszkać w innym miejscu? Wówczas to koło szczelnie się zamyka. Z chłopakami wewnątrz.

Tematyka działa zaskakująco sprawnie w ramach przaśnej komedii, za co twórcom należą się słowa uznania. Mike Clattenburg nie bierze jednak problemu na klatę jako jedyny i warto tu w ramach uzupełnienia przypomnieć Miasto Bogaksiążkę Paulo Linsa, jak i jej obsypaną nagrodami ekranizację. Zepchnięta na margines brazylijska społeczność zostaje tym samym pozbawiona perspektyw i próbuje przetrwać stosując przemoc. Brzmi znajomo, prawda? Kto (co?) ponosi tu więc odpowiedzialność – zepsucie wewnętrzne czy zepsucie otoczenia? Jeśli otoczenie, to czy nabyte skrzywienia da się naprostować?

Chłopaki z baraków – smutna historia o marzeniach ściętych głów

Mimo komediowej szaty, od początku serial niesie pewną ponadczasową wartość i uniwersalny, dosyć przykry przekaz. Na miejscu chłopaków można postawić choćby napływające do bogatszych krajów mniejszości etniczne, które nie potrafią się odnaleźć w rozwiniętym społeczeństwie. Jeszcze bardziej uderzające, bo i bardziej namacalne, wydaje się postawienie na miejscu bohaterów młodzieży z uboższych, często patologicznych rodzin. Pozornie posiadającą czyste karty i równe szanse, jednak często wkraczającą na ścieżki przetarte przez swoich rodziców.

Nie chcę stwierdzać, że jest to reguła, bo i nie mam takich statystyk. Jestem natomiast pewien, że wiecie, o kim mówię. Niektórzy po prostu inaczej nie potrafią.

4 thoughts on “Ciągnie wilka do gówna – czego nas uczą „Chłopaki z baraków”?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *