5 sposobów na zombie

Zombie to słowo po raz pierwszy odnotowane dwa wieki temu. Przez ten czas postacie nieumarłych (w tym przypadku znanych lepiej jako żywe trupy) przechodziły pewne zmiany, natomiast na dobre w popkulturze zakorzeniona jest od przeszło 50 lat, kiedy to premierę miała Noc żywych trupów George’a A. Romero.

To też temu twórcy zawdzięczamy obecną postać popularnych zombiaków, która zagościła w powszechnej świadomości – podniszczoną, poruszającą się powolnym krokiem, odporną i pragnącą ludzkiego mięsa. Pół wieku to jednak szmat czasu. Te tanie horrory z powtarzającym się motywem po prostu mogły się przejeść. Fenomen żywych trupów zachęca też, by kwestię rozwijać na rozmaite sposoby i eksperymentować.

 

Zombie – produkcje, które ugryzły temat inaczej

Przedstawiam 5 produkcji, filmowych bądź serialowych, które z tematem zombie zrobiły coś innego, niż kolejny generyczny horror. Postarałem się tu o pewne zróżnicowanie, więc znajdziecie tytuły duże i małe, pochodzące z różnych krajów, a także rewelacyjne i fatalne.

Łączy je natomiast swoista zabawa oklepanym tematem, co już w moich oczach stanowi dobry powód, by przyjrzeć się im bliżej.

 

28 dni później (2002)

28 dni później

Danny Boyle zalicza się do grona moich ulubionych reżyserów. Cenię go przede wszystkim za elastyczność i do dziś żałuję, że nie nakręci nowego Bonda. Kiedy jednak lata temu zabierał się za horror napisany przez Alexa Garlanda (Ex Machina, Anihilacja) nikt do końca nie wiedział, co z tego wyjdzie. Efekt końcowy to jeden z moich ulubionych filmów o zombie.

Obrońcy praw zwierząt włamują się do laboratorium i nieświadomi zagrożenia uwalniają małpkę zarażoną tzw. szałem. Ta natychmiast atakuje obecnych aktywistów, a akcja się urywa i przenosi widza tytułowe 28 dni później. Wspólnie z przebudzonym ze śpiączki, zmizerniałym Jimem (świetny Cillian Murphy) przyjdzie nam zwiedzić wyludnione miasto i spróbować przetrwać w nowym świecie.

28 Days Later to film wyróżniający się z kilku powodów. Pierwszym jest miejsce akcji, która w dużej mierze rozgrywa się w Londynie. Jeśli jesteście ciekawi, jak wyglądałoby to miasto bez mieszkańców, to macie okazję, bo kultowa jest tu scena przemierzania ulic i charakterystycznych punktów miasta pozbawionych żywej duszy. Interesująco prezentują się też same żywe trupy – silne, drapieżnie, niezwykle agresywne. Dziś biegające zombie są niemal normą, natomiast jest bardzo prawdopodobne, że Boyle zrobił to pierwszy. Pojawia się tu motyw przetrwania, a całość ociera się też o postapo z elementami psychologicznymi.

Świetna reżyseria i realizacja, dobrze zbudowane i obsadzone postacie, ciekawa muzyka Johna Murphy’ego. Wszystko tu zagrało. Kto nie widział, ten trąba.

 

[REC] (2007)

[REC] - horror zombie

Klasyk hiszpańskiego kina grozy, który znalazł sobie fanów na całym świecie i przy okazji został całkiem ciepło przyjęty przez krytykę.

Historia jest prosta. Młoda dziennikarka i kamerzysta pracują nad materiałem o pracy strażaków. W trakcie akcji wszyscy zostają uwięzieni w budynku, gdzie rozprzestrzenia się tajemniczy wirus zamieniający mieszkańców w agresywne zombiaki.

W swoim czasie było to świeże podejście kina o żywych trupach. Chodzi tu oczywiście przede wszystkim o kwestię realizacji w stylu found footage. Kamera z rąsi, długie ujęcia, paradokument – wiecie, o co chodzi. Faktem jest, że całość czerpie w tej kwestii choćby z legendarnego Blair Witch Project, ale [REC] cechuje się większym budżetem czy wartką akcją. Pomysł po prostu zażarł i okazał się elastyczny. Dopiero po tym filmie nastąpił swoisty boom na kino grozy w tej konwencji.

[REC] doczekało się aż trzech (!) kolejnych części, a także amerykańskiego remake’u. O ile te 12 lat temu szczerze mi się spodobał, tak dziś patrzę już na to z pewnym dystansem i przymrużeniem oka. Może to kwestia przejedzenia formą? Tak czy inaczej, to wciąż solidnie zrealizowany horror o przetrwaniu w zamknięciu i spotkaniu z nową formą zagrożenia.

 

Zombie SS (2009)

Zombie SS horror

Ostra jazda z Norwegami. Batalion nazistów ucieka przed samosądem mieszkańców małego miasteczka. Ukrywa się w górach, gdzie zostaje zakonserwowany przez ostry mróz. Naziści wracają do życia po wielu latach, gdy ich ukryte złoto zostaje przypadkowo odnalezione przez grupę studentów.

Prawda, że wesoło? Zombie występowało kilkukrotnie w czarnych komediach i to – przynajmniej w teorii – miała być jedna z nich. Przyznam, że mam pewien problem z tym filmem. Pomijam już kwestię oszczędnej w środkach realizacji – jak na skandynawskie kino dla dorosłych, w dodatku autorstwa początkującego reżysera, nie jest tak źle. Uważam natomiast, że Død Snø jest za mało samoświadome. Stosunkowo niewiele tu humoru, a całość traktuje się stosunkowo poważnie. Jest to błędem, bo filmu na to po prostu nie stać.

Warto przymknąć na to oko i zmierzyć się z Zombie SS, by zabrać się za Zombie SS 2. Kontynuacja wyjątkowo przypadła mi do gustu. Obfituje w czarny humor, sceny gore i można ją porównać choćby do takich klasyków, jak Armia ciemności Sama Raimiego. Piękne, dużo zgrabniej zrealizowane kino dla prawdziwych smakoszy.

 

Zombiebobry (2014)

Zombiebobry - horror zombie

Miało się tu znaleźć coś innego, ale w ostatniej chwili kobieta przypomniała mi o tym kochanym koszmarku. Uznałem, że umieszczę go w zestawieniu dla większego zróżnicowania. Zombiebobry reprezentują kino wybitnie niskobudżetowe, tandetne, ale przy tym samoświadome.

Grupa nastolatków (tego jeszcze nie było) spędza weekend nad jeziorem. Woda skrywa zagrożenie w postaci krwiożerczych, kurewsko agresywnych, zzombifikowanych pod wpływem środków chemicznych bobrów. Domyślcie się reszty.

Film jest oczywiście fatalny, natomiast można pochwalić twórców za wyobraźnię, odpowiednie zastosowanie praktycznych efektów czy dystans. Aktorzy nie idą w subtelność i tworzą wybitnie przerysowane postacie, co jak najbardziej zgrywa się z tonem produkcji. Zombeavers wydaje się nie najlepszym wyborem na seans w samotności, natomiast ze znajomymi przy piwku powinien zdać egzamin. Miejcie jednak świadomość, po co sięgacie.

 

Kingdom – sezon 1 (2019)

Netflix Kingdom - horror zombie

Tym sposobem dochodzimy do najnowszej produkcji, która też jakoś pchnęła mnie do popełnienia nieco bardziej rozszerzonego wpisu. Koreańskie Kingdom to wciąż jeszcze świeży serial Netflix. Po ogólnie ciepłym przyjęciu i serii pozytywnych opinii zapowiedziano sezon 2. Z przyjemnością dołożę swoją cegiełkę.

Akcja serialu toczy się w średniowiecznym królestwie. W trakcie 6 odcinków śledzić będziemy przede wszystkim losy księcia, dziedzica tronu, który wyrusza w podróż z misją wyjaśnienia kwestii rozprzestrzeniającej się choroby. Sceny z księciem przeplatane są scenami z królewskiego dworu. Narasta tam spisek skierowany przeciwko nieświadomemu dziedzicowi.

Trzeba przyznać, że Kingdom traktuje siebie bardzo poważnie.

Ze względu na zaprezentowane realia, jest mu z tym jednak całkiem do twarzy. Walka z żywymi trupami, realnym zagrożeniem dla poddanych, stanowi tu dla naszego księcia nie lada egzamin, którego ten z własnej woli się podejmuje. Jednocześnie sytuacja dodatkowo podbija kontrast między tymi złymi, dworskimi intrygantami, a głównym bohaterem z poczuciem misji. Rzecz jest prosta, mało subtelna, natomiast w ramach tego świata zupełnie zdaje egzamin.

Zdarzyło mi się już trafić na niepochlebne opinie wytykające głupotę bohaterów. Myślę, że jestem w stanie częściowo odeprzeć te ataki. Po pierwsze, wraz z bohaterami obserwujemy to rozkwit epidemii i należy mieć na uwadze, że ci mierzą się z nieznanym. Po drugie, początkowo bohaterowie mają zaciągnięte silne hamulce moralne, kulturowe czy wynikające z tradycji. To jest średniowieczna Azja, a i w produkcjach z akcją toczącą się współcześnie podobne sytuacje występują. Logika z sercem nie zawsze zwycięża.

Wracając jeszcze do kwestii niecodzienności tej produkcji, to nie wynika wyłącznie z otoczki czasów dawnych. Trupy chowają się tutaj w dzień i budzą się po zmroku. W tym momencie trzeba wspomnieć o świetnie nakręconych scenach nocnych, które nie dają poczucia próby zamaskowania jakichś niedociągnięć (patrz: Alien vs Predator 2, ale czujcie się ostrzeżeni). Podobnie jak w filmie Boyle’a, zombie są tu silne, bardzo szybkie i agresywne. Walka z nimi z kolei bardzo trudna. Sceny z mieczami i bronią palną wypadają tu bardzo efektownie, natomiast zachowano tu pewną dozę realizmu – bohaterowie w gruncie rzeczy skazani się na porażkę, więc skupiają się na ucieczce przed nieznanym zagrożeniem.

Coś więcej? Postacie są mięsiste i charakterne. Ogólna realizacja bardzo dobra, zwłaszcza kadrowanie. W kilku momentach zdawał się kuleć montaż, jakby te sceny oddano to sklejenia stażystom, natomiast nie jest to coś, co wpłynęłoby na pozytywny odbiór. Trzeba jeszcze wytknąć dosyć rozczarowujące zakończenie sezonu. Mam nadzieję, że osłodzi je kontynuacja.

 

Chcemy więcej?

Na ten moment ode mnie to tyle. Ograniczyłem się do 5 stosunkowo różniących się podejść do tematu zombie, natomiast nie jest to oczywiście wyczerpane źródełko. Jakie nietypowe filmy i seriale z tej szufladki jesteście w stanie wymienić? Może znacie jakieś wykręcone animacje o żywych trupach?

Olśnijmy się wzajemnie. Zostawiam Wam sekcję komentarzy poniżej.

2 thoughts on “5 sposobów na ZOMBIE – produkcje z pomysłem na siebie”

  1. Zombiebobry brzmi jak film z gatunku „nie do końca jesteśmy pewni, czy robimy coś na serio, czy tylko chcemy potrollować widzów”. Czegóż to ludzie nie wymyślą. 🙂

  2. Nie znam się na Zombie, jedyne co z nimi mi się kojarzy, to „The Walking Dead”, którego obejrzałam jeden odcinek i jakaś gierka, której nazwy nie pamiętam, a grałam w nią kiedyś, w rozstrzeliwanie zombiaków.

    Bardzo zaintrygował mnie jednak Twój opis „Kingdom”. Jestem raczej daleko od azjatyckich produkcji i jakoś ten świat do mnie nie trafia, ale zapisałam sobie na liście do obejrzenia, bo wypada interesująco.

    Coś mi się wydaję, że zostanę u Ciebie na dłużej 🙂
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *