Jakub Żulczyk - Zmorojewo

Książek tu pod dostatkiem, choć biję się w pierś, że skupiłem się głównie na nadrabianiu zaległości i ciekawostkach. Będę częściej walczył o premiery, a takowe mi niedawno wpadły. Zacznijmy od Zmorojewa autorstwa Jakuba Żulczyka – być może najgorętszego nazwiska swojego pokolenia.

Premiera to oczywiście duże słowo w tym przypadku. Powieść wydała w 2011 roku Nasza Księgarnia i skrzywdziła zawartość taką bardzo przaśną, odrzucającą moim zdaniem okładką. Po latach autor zabrał zabawki z piaskownicy i poszukał szczęścia u popularnej Agory, a Zmorojewo wróciło na półki 16 stycznia w stylowym, czerwoniutkim wydaniu. Lifting czeka też Świątynię, kontynuację historii, która ukaże się w kwietniu. No i fajnie.

 

Zmorojewo – Jakub Żulczyk

Wspomniana okładka i zawarty na jej odwrocie opis zapowiadają taki luźny horror z motywem sił nadprzyrodzonych i unoszącą się aurą tajemnicy. Agorze oficjalnie przyznaję Order Mela Gibsona za szczerość. Rzeczywiście jest to taka bezpretensjonalna, niedzielna powieść grozy, która nie udaje niczego więcej. Na kartkach kilkukrotnie przewija się nazwisko Stephena Kinga i jestem w stanie uwierzyć, że jego dorobek stanowił tu jakąś luźną inspirację. Król wielokrotnie w podobny sposób do gatunku podchodził, choć trzeba tu zaznaczyć, że w przypadku Zmorojewa nie widać sztucznego pompowania marketingowego balonika i zbędnego nadęcia.

Jakub Żulczyk - Zmorojewo

O co tu chodzi? Nastoletni Tytus kończy rok szkolny i przygotowuje się do wakacji. Ma je spędzić u dziadków na wsi. Początkowo jest tym równie zachwycony, co pies nadchodzącym Sylwestrem, ale jako nerd, miłośnik horrorów i programów o sprawach nadprzyrodzonych zmienia zdanie, gdy dostaje cynk, że w tamtejszej okolicy dzieją się d z i w n e r z e c z y.

W praktyce mamy tutaj… Właściwie czego tutaj nie mamy? Są narysowane grubą krechą postacie jak wspomniany nerd Tytus, jego przyklejona do szluga edgy girl czy nadopiekuńcza babcia. Jest szczenięca miłość, są potwory i nawiązania do słowiańskiego folkloru. Jest nawet postać wybrańca i ratowanie świata. Trochę humoru też się znajdzie. W Zmorojewie jest wszystko, a można rozpatrywać to jako zaletę, ale i wadę.

 

Jakub Żulczyk przedstawia…

Książka balansuje gdzieś między Harrym Potterem a wspomnianymi czytadłami Stephena Kinga. Sprawdza się moim zdaniem przede wszystkim jako powieść młodzieżowa. Jest łatwo przyswajalna, napisana prostymi słowami, rzeczy się dzieją, a akcja pędzi do przodu. Jak taki stary koń jak ja przymknie oko, to też jest w stanie się przy tym dobrze bawić. W końcu wszyscy kochamy Harry’ego Pottera i nie traktujcie tego porównania jako jakiś przytyk. No ale ostatecznie nie jest to Harry Potter.

Jakub Żulczyk - Zmorojewo

O ile wątki rozwiązują się w całkiem satysfakcjonujący sposób, to brakowało mi już takiego, wiecie, mięska. Więcej wyobraźni ze strony autora, lepiej zbudowanego i wiarygodnego świata. Wspominałem o prostych postaciach, ale równie bez polotu są choćby potwory czy mieszkańcy tytułowego Zmorojewa. Nie wgłębiono się zbytnio w temat dawnych wierzeń ani nawet w typową polską wieś, która na pierwszych stronach stanowiła ciekawe tło dla wydarzeń, ale z czasem gdzieś się rozmyła. Ogólnie jest wszystko, tylko po trochu, a wydawałoby się, że przez te prawie 500 stron uda się coś rozwinąć.

No ale czyta się. Owszem, zostaje niedosyt, ale jestem w stanie polecić Zmorojewo Jakuba Żulczyka czytelnikom do lat, powiedzmy, 20. I piszę to bez większego żalu, bo trzeba wydawnictwu oddać, że mniej więcej na to mnie przygotowało. Misję uznaję za wykonaną i daję błogosławieństwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *