Kolejny krótki kulturalno-piwny raporcik z ostatnich dni. W dzisiejszym odcinku znajdziecie znakomitą powieść Jakuba Małeckiego, trochę przemyśleń odnośnie nowej zabawki Netfliksa, a także nietypowy stout od uznanego krakowskiego kontraktowca.

Jak zawsze ciekaw jestem Waszych opinii, więc pamiętajcie o sekcji komentarzy poniżej.

 

Książka

Rdza Jakuba Małeckiego

Jakub Małecki to kolejny z tych uznanych młodych wilków polskiej literatury, z którego twórczością do tej pory się mijałem. Nie ma już co zwlekać, bo płodność autora budzi podziw i kolejne książki wypuszcza niemal z częstotliwością Vegi kręcącego w kółko ten sam film. Rdza jest tytułem wciąż w miarę świeżym, bo powieść pojawiła się we wrześniu 2017, ale zainteresowani mogli już mieć styczność z Nikt nie idzie, zeszłoroczną powieścią pisarza.

Rdza zaczyna się w roku 2002 i kolejne rozdziały rozgrywają się naprzemiennie na dwóch liniach czasowych – tej współczesnej oraz w przeszłości, gdzie akcja zaczyna się wraz z wybuchem II wojny światowej. Na niecałych 300 stronach pan Małecki zmieścił ponad 3/4 wieku, a śledzimy tu przede wszystkim losy Szymka, który traci rodziców w bardzo młodym wieku, oraz babci Tośki, która objęła nad chłopcem opiekę.

Powieść pełna sprzeczności – wielka, ale mała, epicka, ale w sumie krótka, skłaniająca do przemyśleń, ale też zdecydowanie przyziemna. Mamy tu wątek trudnej przyjaźni, dojrzewania, jest trochę miłości, a unosi się nad tym wszystkim ciężar nieubłaganie płynącego czasu. Nie chcę zbytnio popadać w górnolotność, bo ze względu na mocno obecną tu swojskość i codzienność polskiej wsi wielkie słowa do tej pozycji po prostu nie pasują. Nie zmienia to jednak faktu, że książka jest świetna i nie sposób się od niej oderwać.

Sprzyja temu też po części forma, bo Małecki używa prostego, przyjemnego dla oka języka, nie popadając językowe wygibasy. Skupia się na popychaniu akcji do przodu i nadawania jej odpowiedniego (co nie zawsze znaczy szybkiego) tempa. Rozdziały są stosunkowo krótkie, a większość z nich zakończona jest malutkim cliffhangerem, który skutecznie chwyta czytelnika za mordę i każe kontynuować lekturę.

Powieść została wydana przez SQN i okraszona bardzo ładną, adekwatną okładką. Jeśli miałbym coś zasugerować, to graficzne spinanie powieści tak uznanego autora jakimś wspólnym elementem, bo w tej chwili każda z tych książek jest trochę z innej parafii.

Mała, piękna przygoda z bohaterami, którymi sami poniekąd jesteśmy. Ludzkie sprawy i ludzka codzienność. Jeśli chodzi Wam po głowach zaczęcie przygody z Małeckim, to nie trzeba szukać daleko – Rdza jest książką, której nie sposób nie polubić.

 

Film

Czarne lustro: Bandersnatch

Na nowe Black Mirror nie musieliśmy czekać bardzo długo, choć zamiast kolejnego pakieciku odcinków tym razem twórcy poczęstowali nas interaktywnym filmem pełnometrażowym. Wszyscy zainteresowani z pewnością już widzieli, więc pozostaje mi przede wszystkim zastanowić się nad nową formułą. A że nie mam do napisania zbyt wiele, robię to w tej serii.

Czarne lustro: Bandersnatch zabiera nas w przeszłość, do lat 80. Śledzimy tu losy Stefana – młodego, niestabilnego psychicznie i emocjonalnie programisty, który pracuje w domu nad grą komputerową opartą na niezwykłej powieści. Głównym wabikiem gry ma być możliwość dokonywania wyborów, które będą miały wpływ na dalszą fabułę.

To jest pierwsza rzecz, która w nowej produkcji Netfliksa mnie zaskoczyła – fabuła filmu jest ściśle związana z technicznym bajerem w postaci dokonywania wyboru. Wiedziałem, że wprowadzają coś takiego, ale spodziewałem się raczej wplecenia gadżetu do randomowego, choć oczywiście dostosowanego do potrzeb odcinka. I muszę twórcom oddać, że było to zaskoczenie na plus, choć rodzi to jednocześnie pewne pytania.

Skoro motyw dokonywania wyboru odbił się tak szerokim echem, a autorzy pofatygowali się o zgrabne dopasowanie pod niego platformy, to głupio byłoby nie skorzystać z tego od czasu do czasu w przyszłości. Co wtedy? Powtórka z rozgrywki? Jakaś forma kontynuacji historii, która wydaje się na pierwszy rzut oka zamknięta? Pozostaje chyba faktycznie podczepianie tego do innych historii, a obawiam się, że wówczas bajer może już nie mieć takiej mocy. Choć początkowo na to właśnie się nastawiałem, to po tym seansie już krzywo bym na to patrzył. Czas pokaże.

Boli mnie trochę fakt, że nie jest to dodatek do nowego sezonu, a produkcja, który ten sezon de facto nam zastępuje. Mimo ciekawych rozwiązań i całkiem długiej zabawy w sprawdzanie alternatywnych zakończeń, nie jest to w moich oczach wcale najlepsza odsłona Black Mirror. Nie jest też oczywiście najgorsza. Jest dobra, dostarcza czego trzeba, a jak na debiut nowego gadżetu spisuje się niemal wzorowo. Choć całość wymagała z pewnością dużo więcej pracy nad scenariuszem i oczywiście dodatkowych godzin na planie zdjęciowym (całość przygotowanego materiału to bodajże 300 minut), to gra jest warta świeczki – chyba nigdzie poza Netfliksem w Bandersnatch się nie pobawimy. Produkcje Netflix lądują na pirackich serwisach natychmiastowo po premierze, ale nie sądzę, aby inne odtwarzacze zostały dostosowane do potrzeb tej odsłony. To jest świetny sposób na przyciągnięcie nowych widzów, przynajmniej na tę chwilę.

Jak już wspominałem, platforma została odpowiednio zmodyfikowana i nie mogę się czepiać technikaliów. Sam film stoi na wysokim poziomie pod względem aktorskim, technicznym, cieszy też ucho świetnie dobraną muzyką. Wracając do fabuły, myślę, że z czasem staje się zbyt samoświadoma i po solidnym thrillerze epilog przybiera ton takiej czarnej komedii. Na pewnym etapie zabrakło po prostu hamulców i niepotrzebnie spuszczono z historii tak dużo powietrza.

Ale bajer jest fajny. Jeśli do tej pory Netflix nie przekonał Was do wykupienia abonamentu, to Bandersnatch raczej nie zmieni Waszego podejścia, natomiast jeśli już macie konto, to na pewno jest to produkcja warta Waszego czasu.

 

Piwo

Espressoning z Brokreacji

Za krakowską Brokreacją udany rok z taką symboliczną truskaweczką na torcie w postaci Potion #2, czyli piwa, które w różnych podsumowaniach walczy o tytuł tego najlepszego. Moim zdaniem słusznie. Silna marka z przemyślaną strategią i szybką odpowiedzią na aktualne trendy, bardzo solidne premiery, praktycznie bez jakościowych wpadek. Z tym wizerunkiem bezpiecznego kontraktowca zawsze kontrastowały w moich oczach te piwa szalone, gdzie akurat autorzy gubią hamulce i idą o dwa kroki za daleko: IPA z byczymi jajami (dały piwu tak niewiele, że lepiej byłoby je po prostu zjeść) czy drugi Blogger (nic dziwnego, że na trzecią edycję przygotowano prostą desitkę).

Wspominam o tym, bo dziś mamy coś pomiędzy – pomysł, jakiego jeszcze w krafcie nie spotkałem, a który dla odmiany może być zaskoczyć pozytywnie. Espressoning nawiązuje do napoju espressonic – mariażu kawy z tonikiem. Bazą jest tu oczywiście stout, który przyprawiono chmielem Citra, laktozą, jakąś fikuśną kawą, chininą i zestem z cytryny. No ładnie się tam bawicie.

Nie zrobiłem zdjęcia po przelaniu, ale wierzcie mi, że wygląda to jak stout.

Aromat ma jeden feler – jest niezbyt intensywny, co zaskakuje w przypadku całkiem solidnego stouta z dodatkami. No trochę szkoda, jednak nie można mu odmówić złożoności, bo bukiet składa się z dobrej kawy, fajnych akcentów palonych, przyjemnej mlecznej nutki i całkiem solidnie zaznaczonych cytrusów. Nie powiedziałbym, że jest to tonic, ale może też nie celowano tu w takie bezpośrednie skojarzenie. American stout z kawą – jak najbardziej.

Fajna gładkość i niskie stężenie bąbelków, jak dla mnie idealne w tym stylu. Ciało średnie w stronę niskiego, też nie przeszkadza. Trzeba przyznać, że pod względem smaku jest to już piwo wyróżniające się – delikatnie słodkie, kawowe, palone, ale zarazem świeże, cytrusowe i nieco kwaskowe. I to się naprawdę zgrabnie zazębia. Goryczka jest dobrze zaznaczona, choć też nie jakaś siermiężna, a palone słody mieszają się tu z charakterystycznym smakiem chininy.

Eksperyment uważam za udany. W każdym razie nie bardzo mam pomysł, jak można byłoby zrobić to lepiej. Piwo dla miłośników stoutów, zwolenników kawy w piwie i poszukiwaczy ciekawych mariaży smakowych.

2 thoughts on “Trzy szybkie #004: Małecki, Bandersnatch i kawa z tonikiem”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *