Jestem prostym człowiekiem – jak widzę memy z rozczuleniem wspominające czasy szkolne, to dostaję kurwicy.

Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak bardzo nie tak potoczyć musiały się losy człowieka, który tworzy coś takiego. Czując jeszcze w mózgu te wszystkie stresy i nieprzyjemności, jakie przyniosła mi w życiu szkoła, a także niespodziewany luz dorosłego życia, uważam nawet, że content tego typu jest wręcz szkodliwy. Widząc to w gimnazjum straciłbym chyba resztki nadziei, że kiedyś będzie lepiej.

Szkoła – szczególnie na etapie szkoły średniej i gimnazjum/starszych klas podstawówki – jest jak ostry poligon wojskowy przed wojną, która nigdy nie nadchodzi. Na studiach na szczęście się to kończy, bo wykładowcy patrzą już na podopiecznych jak na dorosłych i wszyscy w gruncie rzeczy zdają sobie sprawę, że nie musi Cię tam być. Jeśli jednak chodzi o wcześniejsze lata, to ilość stresu spowodowanego przez przygotowania do testów, egzaminów, matur i innego ścierwa, u mnie regularnie powodował sraczkę. I nie chodzi o samą kwestię przygotowania się, bo przy minimum dobrych chęci każdy przeciętnie rozgarnięty szympans jest w stanie nauczyć się wszystkiego, a w każdym razie wystarczająco, bo ogarnąć proste egzaminy na poziomie podstawowym. Temat matury ciągnący się przez całe lata jest po prostu wykańczający psychicznie. Podobnie wygląda egzamin na prawo jazdy, który oblewa przecież multum osób doskonale radzących sobie na jazdach próbnych.

Do dziś z zazdrością wspominam rówieśników, którzy byli w stanie zdawać wszystko jak leci, choćby z przeciętnymi wynikami, ale jednocześnie z godnością – bez obsesyjnego zakuwania na przerwach, zarywania nocy i wprowadzania paniki w klasie. To są właśnie królowie życie. Pozostałych należało zawczasu jebać prądem, bo niestety nerwówka z czasem udziela się nawet uczniakom początkowo niewzruszonym nadchodzącymi testami. W ogóle coś takiego, jak zarywanie nocy i strata weekendów w wieku lat 15, bo szkoła, jest absolutną patologią. Im jestem starszy, tym bardziej boli mnie z tego powodu dupa.

Choć byłem zawsze otoczony garścią malkontentów, sam wychodziłem z założenia, że tak po prostu musi być i trzeba to przeżyć, mimo że to bezustanne rycie orzeszka mocno się na mnie odbijało. Dziś uważam, że system edukacji jest po prostu zły. Jednym z powodów narzekań na dorosłość bywa nieprzyjemny szef, ale wyobraźcie sobie, że macie tych szefów kilkunastu – po jednym od każdego przedmiotu. Nie chcę szufladkować, bo na każdym etapie trafiali się fajni nauczyciele z pasją, ale rachunek prawdopodobieństwa jest niestety bezlitosny i trafiali się też sadyści. A o tym, że z większości nauczanego materiału nie ma w rzeczywistości pożytku wie każdy, kto skończył już 20 lat.

Różnica jest taka, że nie ma obowiązku użerania się ze złym szefem. Zmiana pracy jest normą, a ewentualna zmiana szkoły budzi już jakieś niezdrowe zainteresowanie otoczenia:

Prześladowano cię?

Nie radziłeś sobie z nauką?

Za wysoki poziom?

No i zawsze jest ryzyko, że spadnie się z deszczu pod rynnę. Dżizas…

Wraz z ukończeniem liceum i zdaniem matury skończyła się u mnie bezsenność (wywoływana częściej stresem niż zakuwaniem) i powtarzające się bóle brzucha, zapewne też jakaś pochodna tej nieuzasadnionej paranoi. Studia, których tak bardzo się obawiałem, minęły szybko i w przyjemnej atmosferze. Sekretem jest tutaj dobranie sobie kierunku pod umiejętności, a nie rzucanie się z motyką na słońce, bo takie są teraz trendy. Po studiach natomiast jest to znalezienie sobie pracy, która nie wywołuje w Tobie chronicznego obrzydzenia, oraz poszanowanie do własnych pieniędzy, by zminimalizować ryzyko ich braku. Uważam, że to bardzo niska cena za w miarę bezstresową codzienność.

Opuszczenie gniazdka i rozpoczęcie życia już całkiem na własną rękę ściągnęło z moich pleców ostatni kamień wrzucony tam przez szkołę – niepewność. Dziś całkiem nieźle sypiam, a poza tym poświęcam 8 godzin dziennie na pracę, w której widzę jakiś sens, i nie muszę trzymać się z ludźmi, których nie lubię. Mam też wystarczająco dużo czasu, by poświęcić parę godzin na wpis, który być może kiedyś sam chciałbym przeczytać.

Taka przeciętna dorosłość, jaką sobie zafundowałem, jest jak nagroda za lata wykręcania psychiki przez system edukacji. Mam nadzieję już nigdy do tego piekła nie wracać i tego sobie, jak i Wam, z całego serca życzę.

Przypominam, że znajdziesz mnie na facebookuinstagramie i twitterze. Zapraszam.

3 thoughts on “Dlaczego lubię DOROSŁOŚĆ”

  1. Świetny wpis, mam dokładnie takie same odczucia. Może ta niechęć wynika z niesamodzielnego dzieciństwa, rodzic wszystko załatwia za dziecko, a potem ono doznaje szoku przy wyprowadzce i produkuje takie memy? Tak czy inaczej nie cofnąłbym się w czasie 😉

  2. Powiem tak, chciałabym wrócić z powrotem do liceum, bo choć nauki było dużo, nauczyciele różni, to wtedy faktycznie życie było bezstresowe. Teraz jako dorosła kobieta, uważam, że dorosłość dostarcza wielu stresów. Ale wiadomo każdy wiem ma.swoje prawa i emocje, które nim rządzą

  3. Cóż, prawda jest jednak taka, że dorosłość bywa przereklamowana. Ale nie chciałabym wrócić do czasów szkolnych, co najwyżej może na studia? Może trochę inaczej bym pokierowała swoim życiem, ale nadal wolę być dorosła niż być dzieckiem 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *