Na nowym blogasku piwo jest mi raczej towarzyszem niż głównym bohaterem, ale obiecałem sobie, że te ciekawsze premiery będę prezentował i dziś mam tu właśnie taki wzbudzający emocje cymesik.

O browarze Tenczynek było w tym roku dosyć głośno ze względu na zmianę właściciela, co przyniosło też zmiany w, powiedzmy, podejściu do rynku. Na start przygotowano dwie serie – klasyczną i nowofalową – i choć miałem do tych piw pewne zastrzeżenia, to słusznie moim zdaniem zebrały całkiem pozytywne opinie i dały przy okazji piwowarowi kilka medali na tegorocznym KPR. Zainteresowani wiedzieli, że w poczekalni jest już seria trzecia, sztosowa, no i z pierwszą jej odsłoną będę się tu zaraz siłował.

Nie jest to oczywiście pierwszy RIS z Tenczynka i piwna brać jest raczej zgodna, że o tym beerjotowym nie sposób zapomnieć, a wręcz śni się nam po nocach. Tym razem obyło się bez szczypania i zamiast tzw. podstawki od razu otrzymujemy wersję barrel aged – tu postawiono na beczki po żytnim burbonie Chattanooga z Tennessee, co też jest chyba ciekawym wyborem, bo nie przypominam sobie, żeby któryś z browarów chwalił się tą konkretnie marką.

 

Tenczynek RIS Barrel Aged

Opakowanie godne sztosiwa, bo jest tu zarówno malowana butelka, złote litery, jak i kartonik z gustowną szatą graficzną i tłoczeniami. Barwa piwa balansuje gdzieś między brunatną i czarną, a taflę zdobi niebrzydka, choć też niezbyt trwała pianka.

No pięknie to pachnie i, tak po ludzku, spełnia oczekiwania. Bukiecik jest bardzo kakaowy, kawowy, charakterny i czarny jak węgiel. Elegancko się pod tę ciuchcię doznań podczepia beczka po whiskey, która wprowadza tu przede wszystkim wilgotne, nasiąknięte burbonem drewno, wanilię, nutkę miodu, ale i mam wrażenie, że coś na kształt przypraw korzennych. Mam też skojarzenia z łupinkami orzechów.

Smak przynosi więcej słodyczy i również jest solidnie przegryziony beczką. Na wstępie mogę wyróżnić drewno, miodność, ale też trochę niespodziewaną owocowość… skórka pomarańczy?  Dalej czuć palone zboże, które ładnie rozkwita na etapie przełykania – robi się ciemno, kawowo, z przyjemnie goryczkową nutą kakao. Finisz trzyma się przez chwilę języka i podniebienia, jest wyrazisty i gorzkawy, choć jednocześnie krótki, przyjemnie wysuszający.

Nowy RIS z Tenczynka jest też gładki jak należy, solidny gabarytowo i bardzo dobrze ułożony – czasu z pewnością mu nie pożałowano. No i ciekawy jest ten profil smakowo-zapachowy, zaskakuje taką delikatną owocową świeżością i można uznać, że sensownie wykorzystano w tym przypadku tu beczki. Myślę, że spokojnie może się mierzyć z większością rzemieślniczych sztosików, więc zobaczymy, co dalej. Cieszę się, że w ogóle zdecydowano się na ten kierunek, bo jestem zdania, że browary regionalne powinny od święta warzyć tzw. piwa specjalne i myślę, że klienci też tego oczekują, a warto zaznaczyć, że niewielu z tych bezpośrednich konkurentów odważyło się pójść w beczki.

Taki RISik pod choinką? No czego chcieć więcej?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *