Dziś kilka zdań o najgłośniejszym w ostatnim czasie serialu, którego pierwszy sezon właśnie skończyłem. 1983 to pierwszy polski tasiemiec wyprodukowany dla Netfliksa. Mamy tu do czynienia z thrillerem, zahaczającym właściwie o thriller polityczny, przedstawiającym alternatywną historię państwa. Akcja toczy się w PRL-u roku 2003 – dystopii będącej po części pokłosiem zamachów terrorystycznych sprzed 20 lat, dokąd również od czasu do czasu zabierają nas twórcy.

W momencie, kiedy to piszę, trwa w sieci mała wojenka między jedną z reżyserek widowiska, Agnieszką Holland, a hejterami, widzami niezadowolonymi po seansie i wytykającymi wady tego widowiska. Nie chcę się w to zbytnio zagłębiać, bo leżącego się nie kopie, a argumenty reżyserki raczej ją pogrążają. Ta sytuacja jednak w pewnym stopniu obrazuje chłodne przyjęcie serialu, choć trzeba oddać, że znalazł też sobie grono fanów.

 

Co ssało w 1983?

Jak łatwo się domyślić, komunistyczna Polska sprzed 15 lat w serialu różni się od tej rzeczywistej z tamtego okresu. Milicja nadal działa, wysoko postawione postacie spiskują, dochodzi do podejrzanych spotkań, pojawiają się trupy, gdzieś tam spada samolot w tajemniczych okolicznościach… Witamy w PRL-u. Biura szych są urządzone nowocześnie, a jednocześnie po ulicach nadal krążą Maluchy i Polonezy, co daje dziwny kontrast. Od czasu do czasu autorzy zabierają nas też do ciemnych (chyba tylko dla klimatu) pomieszczeń, gdzie dziesiątki osób pracują nad zaawansowanym oprogramowaniem, a wojskowi trzymają w garażach broń nuklearną (czy tam jądrową, nie pamiętam). Ten świat po prostu tak wygląda, ale dlaczego – tego już musimy się domyślić.

Choć jest to jeszcze do przełknięcia, największym bólem dla widza nadal pozostaje scenariusz popełniony przez niejakiego Joshuę Longa, tajemniczego showrunnera widowiska. Śledztwa prowadzone przez bohaterów rozwiązują się praktycznie same, co obrazuje doskonale scena w takiej opuszczone willi, gdzie Kajetan (Musiał) wkrada się w nocy i zupełnie przypadkiem spotyka starszą kobietę. Ta nie dość, że okazuje się świadkiem interesujących go wydarzeń sprzed 20 lat, to jeszcze ma pod ręką wszystkie mogące go zainteresować go przedmioty. Albo chłopak właśnie wykorzystał limit farta na najbliższą dekadę, albo scenarzysta był zmuszony od czasu do czasu streszczać się i jakoś pchnąć akcję do przodu, czego też nie widać, bo od połowy sezonu straciłem, i tak umiarkowane, zaangażowanie. Wątków jest sporo i może to też stanowi tu problem, bo historia się rozmywa, zamiast zazębiać.

Postacie to również jest brak polotu i czerpanie ze znanych schematów. Przypisano im po 2-3 cechy i nie dano możliwości na rozwój, nie ma tu też miejsca na jakieś niespodzianki w ich decyzjach. Wygląda to mniej więcej tak:

Anatol (Więckiewicz) – uczciwy glina zmielony przez system; jest smutny i lubi wychlać, ale nie za dużo

Kajtek (Musiał) – student prawa (to brzmi dumnie) wierzący w sprawiedliwość; rozdarty, wścibski, lubi węszyć

Władysław (Chyra) – ważny minister; polityk z dobrą twarzą i nie tak dobrym charakterkiem

Julia (Olszówka) – kręci z Anatolem i jest tutaj po to, żeby go wysłuchać i doradzać ostrożność

Kazimierz (Zbrojewicz) – ważny generał; jest spokojny, lubi filozofować i… jest ważny

I tak dalej. To jest taka trochę popularna mieszanka postaci z przeciętnych akcyjniaków. I to nawet mogłoby zagrać, gdybyśmy mieli do czynienia z akcyjniakiem, ale to jest produkcja oparta właśnie na tych jednowymiarowych bohaterach, których losy śledzimy przez prawie 8 godzin. Warto jeszcze zwrócić uwagę na dialogi, których nie wytyka się chyba zbyt często w tym przypadku, a mi osobiście kurczyły się jaja z niedowierzania. W skrajnych sytuacjach bohaterowie rozmawiają ze sobą jak oczytane, zmanieryzowane cyborgi – używają trudnego słownictwa, budują złożone zdania, wplatają na bieżąco jakieś cytaty, odnoszą się do postaci historycznych… To dotyczy nawet Azjatów mówiących po polsku, z wyczuwalną trudnością, bez płynności i akcentu, ale przy tym kwiecistym słownictwem. Drapałem się tylko po głowie i zastanawiałem, o co tu chodzi. Kompletnie nienaturalne i wybijające z rytmu zjawisko.

I ja rozumiem skąd, przynajmniej po części, to wynika. Zakładam, że scenariusz oryginalnie został napisany w języku angielskim i dialogi sprawiają właśnie wrażenie tłumaczenia, być może dobrze wyglądającego na papierze, ale bolesnego dla uszu. Należałoby to nie tyle przetłumaczyć, ale po prostu dać do przepisania jakiemuś uzdolnionemu, kumającemu bazę polskiemu scenarzyście. Bardzo źle się tego słucha, choć jednocześnie może to oznaczać, że anglojęzyczni widzowie łykną taki sposób prowadzenia rozmowy.

Netflix 1983 (2018)

Czy chcemy więcej?

Nie mogę tu pisać o wybitnym rozczarowaniu, bo odczuwałem pewien niepokój zarówno po ogłoszeniu zupełnie nieznanego scenarzysty i nie stanowiących gwarancji jakości reżyserek, jak i nudnego zwiastuna. Nie można jednocześnie odmówić 1983 niepodważalnych zalet, bo jest to produkcja całkiem zgrabna od strony technicznej, sensownie wykadrowana, ze starannie dobraną (jak na realia tego świata) scenografią czy przyjemnie dudniącą w uszach muzyką Antoniego Łazarkiewicza. Sam pomysł na przedstawienie alternatywnej historii Polski wydaje się bardzo intrygujący chyba nawet dla zachodniego widza i przez 2-3 pierwsze odcinki była to pewna atrakcja.

Niemniej jednak w przypadku chęci kontynuowania tej produkcji przez twórców bez zmian się nie obejdzie i zalecałbym tu zacząć od scenarzysty. Jeśli pozostanie jak jest, to nie wierzę, że obecna ekipa jest w stanie wznieść serial na poziom RiGCzu i nie mam ochoty do 1983 wracać.

5 thoughts on “1983 powody do rozczarowania”

  1. No to zgraliśmy się tematycznie, bo u mnie dzisiaj także recenzja 1983. Po tytule bałam się odrobinę tego, jak poprowadzisz ze mną konwersację w tym poście, bo moja recenzja wyszła względnie pozytywne, w odniesieniu do tego, co ludzie wypisują o serialu w Internecie. Czytając jednak kolejne zdania, czułam się tak, jakbym czytała swoje własne słowa… tylko w innej kolejności i ładniej napisane! 🙂 Bardzo ciekawa recenzja, fajnie piszesz – idę rozejrzeć się po reszcie bloga 🙂

  2. Bardzo ciekawa recenzja! Nie oglądałam serialu, ale mam w planach „na kiedyś”, bo bardzo lubię wszelkie alternatywy 🙂

    Bardzo podoba mi się Twój styl pisania i cóż, lecę do kolejnych wpisów 🙂

    Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *