Na nowy film Luki Guadagnino wybierałem się z ograniczonym zaufaniem, ale jednocześnie zaintrygowany zgrabnym zwiastunem. Włoskiemu reżyserowi ponownie udało się zebrać grono bardzo ciekawych aktorów i tym wyjechał z nimi do Berlina, by nakręcić… remake. Horroru. Z tańcem w tle.

Oryginalna Suspiria spod ręki Dario Argento ukazała się w roku 1977 i w te czasy zabiera nas również wersja tegoroczna. Historię podzielono na 6 aktów oraz epilog. Akcja rozpoczyna się w Berlinie właśnie, gdzieś młoda Patricia (Chloe Grace Moretz) zmierza do gabinetu doktora Josefa Klemperera (trudno uwierzyć, ale Tilda Swinton), doświadczonego psychiatry. Po niepokojącym zachowaniu i trudnej do ogarnięcia opowieści, stary doktor rozpoczyna swoje małe dochodzenie i postanawia przyjrzeć się prestiżowej akademii tańca.

Klemperer swoją sprawę prowadzi jednak w tle, a główny wątek poświęcono utalentowanej Susie (Dakota Johnson ze swoim czołem), która przybywa do szkoły z dalekiego Ohio i momentalnie robi wrażenie na tajemniczej, wymagającej Madame Blanc (znowu znakomita Tilda Swinton), jej współpracowniczkach, jak i obecnych w akademii tancerkach. Wówczas też dowiadujemy się, że zajmie ona pokój wspomnianej wyżej Patricii, która gdzieś się zapodziała, a my śledzimy coraz lepiej radzącą sobie Susie, jak i makabryczne zdarzenia, które gdzieś jej w tej drodze w nieznane towarzyszą.

Guadagnino pokazał się w tym filmie jako reżyser elastyczny (zwłaszcza mając w perspektywie zeszłoroczne Tamte dni, tamte noce), choć wciąż cierpliwy, promieniujący pewnością siebie, jak i europejską manierą. Widać to między innymi w scenach przemocy, które są tu w niewygodny dla widza sposób rozwleczone, niekiedy niemal odczuwalnie bolesne. Poświęcił bardzo dużo czasu swoim bohaterom, a częste zbliżenia na twarze pozwalają czytać ich emocje. Codzienną rutynę obserwujemy tu w długich, statycznych ujęciach, znalazł się nawet elegancki mastershot, by za chwilę otrzymać dynamiczny montaż w scenie tańca bądź sytuacji zagrożenia. Najważniejsze postacie mają też doskonale zarysowane historie, które poznajemy stopniowo, a jak się okazuje jednocześnie są tu niekiedy kluczowymi motywatorami.

Pod względem technicznym jest to dzieło wręcz absurdalnie dopieszczone i przemyślanie. Od czego tu zacząć… Scenografia? Berlin lat 70. ubiegłego wieku jawi się jako niezwykle posępny i zarazem niebezpieczny, co podkreśla dodatkowo przewijający się w tle wątek z udziałem terrorystów. Na ścianach szarych bloków widać podniszczone graffiti, na ulicach mnóstwo mało wymyślnych modeli samochodów tamtej epoki, a to wrażenie nieco cierpiącego miasta podkreśla pogoda, zwłaszcza niekończący się deszcz. Tenże deszcz, uderzając głośno w okna, prześladuje nas również w akademii tańca Madame Blanc. Nie jest to miejsce przerysowane czy groteskowe, nie jest stricte przerażające, natomiast takie wrażenie robi na współczesnym widzu swoją surowością i przestrzennymi pomieszczeniami.

Za powód, dla którego warto było obejrzeć to w kinie, uważam jednak przede wszystkim udźwiękowienie. Tancerki ćwiczą swoje mocno fizyczne, ocierające się niekiedy o erotyzm układy w sali bez podkładu muzycznego, uszy widza natomiast częstowane są przyspieszającymi wdechami i wydechami, piskiem podeszew, uderzeniami o podłogę i szelestem ubrań. Te sceny, nie licząc wielkiego finału w ostatnim akcie, uważam za taką symboliczną truskawkę na tym znakomitym torcie, dodatkowo podsycającą rosnące od początku do końca napięcie i niepewność. Słychać tutaj po prostu wszystko i to samo w sobie staje się na swój sposób muzyką dla uszu, choć słowa uznania należą się też Thomowi Yorkowi, który skomponował na potrzeby filmu szereg różnorodnych utworów, pięknie uzupełniających swoje sceny. Szczególnie upodobałem sobie partie fortepianowe.

Nie wszystkie odpowiedzi są proste, niemniej jednak pozostaje to w zgodzie z tym mistycznym, obcym nam miejscem. Guadagnino zabiera widza w niezwykłą podróż po świecie czarnej magii i z pewnością nikt nie wróci stąd obojętny. Suspiria to kolejny w tym roku obraz starający się wyciągnąć horror ze stagnacji, wynieść ponad miałkość i skierować gatunek w stronę nowej widowni, a to wiążę się z radykalnymi rozwiązaniami. Ja jestem wszystkimi swoimi członkami na tak i mam nadzieję, że reżyser wróci jeszcze do kina grozy. Bawmy się na tym podwórku i odkrywajmy jego zakamarki.

2 thoughts on “Suspiria – kino grozy nadal w formie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *