Wypadało w końcu wyskrobać coś sensownego, żebyście wiedzieli, co ja tutaj zamierzam robić. Trzy szybkie mają być serią krótszych recenzji rzeczy, z którymi zetknąłem się w ostatnim czasie, a o których nie mam do napisania aż tyle, żeby poświęcać im osobne wpisy. Wrzucam je więc do jednego wora, żeby zbytnio się nie rozdrabniać krótkimi wpisami.

Na dziś wybrałem sobie zbiór wypocin Neila Gaimana, jeden z ostatnich filmów Netfliksa oraz intrygującego ciemniaka z browaru Minister, z którym to stykam się po raz pierwszy.

 

Książka

Drażliwe tematy. Krótkie formy i punkty zapalne

Neil Gaiman krążył mi po głowie przez ostatnie kilka lat, jednak po jego twórczość sięgnąłem po raz pierwszy dopiero teraz. Drażliwe tematy to zbiór pięknie wydanych (uznanie dla Wydawnictwa MAG) w 2015 roku opowiadań i innych krótkich form. Twarda oprawa, urocza ilustracja Dagmary Matuszak, a wewnątrz blisko 400 stron w tłumaczeniu Pauliny Braiter.

Sięgając po tę pozycję spodziewałem się głównie stosunkowo łatwych i zgrabnie poprowadzonych opowiadań z dreszczykiem, którym niedaleko byłoby choćby utworom Kinga. Takie po części się tu znajdują (Czarny pies, Prawda to jaskinia w czarnych górach…, Problem z Cassandrą) i de facto są to w moim odczuciu najmocniejsze punkty zbioru – odpowiednie tempo, sensownie zarysowane postacie, ciekawy rozwój akcji. Takie rzeczy łatwo wchodzą, choć wymagają sprawnej ręki autora. Gaiman tę rękę najwyraźniej ma.

Nie czuję się na siłach, żeby oceniać wiersze, bo jestem prostym człowiekiem i nigdy nie były one dla mnie atrakcyjne. Mogą tu być, ale równie dobrze mogłyby nie powstać, z całym szacunkiem, oczywiście. Jest też trochę, hm… Eksperymentów, utworów z nie do końca klasyczną narracją, jak Pomarańcz (70 odpowiedzi świadka zdarzenia na pisemny kwestionariusz) albo Śmierć i miód (tu bohaterem jest słynny Sherlock, ale obserwujemy też akcję z drugiej perspektywy). Szczerze, nie do końca udało mi się w to wsiąknąć, podobnie jak w kilka innych, bardziej klasycznych opowiadań, które po prostu do mnie nie przemówiły.

Największy problem tego zbioru? Może brak jakiegoś łącznika między kolejnymi tytułami. Raz ma się tu do czynienia z intrygującym, fajnie kombinującym pisarzem, a innymi razem ze zwykłym zmulaczem, za którym trudno nadążyć. Trochę jakby autor zebrał, co miał, i po prostu opchnął, choć nie wątpię, że wierzy w swoje dzieci, bo mamy tu długi wstęp i po kilka zdań na temat każdego tytułu. Sympatyczne.

Tak czy inaczej, nie polecam Drażliwych tematów, choć książeczka ładnie wygląda na półce. Następnym razem któraś z powieści.

 

Film

Apostoł

Ausiodł. Czar i elitarność Netfliksa częściowo prysły, kiedy świat zrozumiał, że nie wszystko okraszone czerwonym logotypem jest godne uwagi. Nie, żebym tego nie rozumiał – to wszystko musi jakoś hulać, a żeby hulało, trzeba regularnie wprowadzać nowości. W każdym jednak razie do całkiem jeszcze świeżego Apostoła podchodziłem jak dendrofil do świerku – ostrożnie.

Mamy tu kilka wabików, między innymi w obsadzie aktorskiej. Główną rolę powierzono coraz lepiej poczynającemu sobie Danowi Stevensowi, a na drugim planie można zobaczyć między innymi zawsze znakomitego Michaela Sheena. Reżyserią i scenariuszem zajął się Gareth Evans, autor dwóch części The Raid.

Twórcy wypiekli nam thriller z motywem sekciarskim. I owszem, to już było, niemniej jednak na mnie nadal działa, jeśli jest zrobione z głową. A tutaj widać zarówno pomysł, jak i zdolną rękę.

Thomas poszukuje swojej zaginionej siostry, a poszlaki doprowadzają go na tajemniczą wyspę, gdzie funkcjonuje sobie mała osada rządzona twardą ręką przez proroka Malcolma. Choć całość początkowo sprawia wrażenie przyziemnej, z biegiem czasu pojawiają się tu elementy paranormalne. Całość jest brudna, surowa i bardzo brutalna, a widz co jakiś czas może nacieszyć oczy wymyślnymi torturami i obrzędami. O dziwo, Evans prowadzi akcję cierpliwie, powolutku, a napięcie rośnie stopniowo przez ponad dwie godziny seansu.

Jest tu tzw. klimacik, a sprzyja mu między innymi świetna scenografia czy zgrabne kadrowanie. Aktorom udało się zbudować postacie z krwi i kości, a wśród nich pojawia się też niespodziewana perełka w postaci żądnego władzy, nieprzewidywalnego Quinna, którego pięknie sportretował Mark Lewis Jones.

Nie jest to seans, który zmienił moje życie, ale oglądałem Apostoła z nieskrywanym zaciekawieniem. Warto spróbować. Jest to kino, od którego można się odbić, ale z pewnością jest to też kino JAKIEŚ.

 

Piwo

Are You Nuts? (Chocolate Coconut Milk Stout)

Na koniec zostawiłem ciekawą propozycję od browaru Minister, którego piwa od czasu do czasu przyciągają moje oko z półek sklepowych swoimi oryginalnymi, fajnie wykonanymi etykietami. Are You Nuts? to stout z dodatkiem laktozy oraz… No właśnie, możemy się tylko domyślać, bo w okrojonym składzie nie widnieją ani ziarna kakaowca, ani wiórki kokosowe. Czyżby aromaty naturalne?

Za tą teorią przemawia poniekąd wyraźny, przesiąknięty na wskroś kokosem bukiet zapachowy, który wydaje się trudny do osiągnięcia za pomocą wiórków. Niemniej jednak jest szalenie przyjemny i znakomicie zazębia się z mleczną nutą.

Pod względem smaku pozycja praktycznie dla każdego. Chyba, że rzygacie na myśl o bounty, ale nie znam takich osób. Piwo jedną nogą po słodkiej stronie, bardzo delikatne, gładkie i fajnie ułożone. Ponownie, sporo kokosa, mleczny akcencik, dalej delikatna goryczka i lekko wysuszający, kakaowo-kawowy finisz.

Jako stout jest to piwo nieco wykastrowane, mało ciemne w odczuciu, ale poszukiwacze kokosa powinni czuć się spełnieni. Smaczniutkie.

One thought on “Trzy szybkie #001”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *